Forum
=> Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?

Forum - Pismo NieŚwięte czyli przygody Boga i małego Jezuska

Znajdujesz się tutaj:
Forum => Na luzie => Pismo NieŚwięte czyli przygody Boga i małego Jezuska
<- Powrót  1  2  3  4  5  6  7  8 ... 12Dalej -> 

Maniek
(82 postów dotychczas)
05.01.2011 15:48 (UTC)[zacytuj]
ROZDZIAŁ 6

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Bóg ma dużo zmartwień: mieszkańcy Sodomy są dokładnie tak zdeprawowani, jakimi ich
stworzył.

1. Mieszkańcy Sodomy nie wiedzieli, że ich dni zostały policzone w trybunale Pańskim.
2. I bardziej niż kiedykolwiek pławili się w rozpuście i nużali w bezeceństwach.
3. I każda minuta ich istnienia była obelgą dla Stwórcy.
4. I całe ich zainteresowanie skierowane było na przyjemności cielesne,
5. A wysiłek na wymyślanie coraz to nowych sposobów wyciśnięcia z dolnych gruczołów jak największych dreszczy.
6. Znali trzydzieści dwa razy trzydzieści dwa tysiące sposobów kopulowania, a każdy z nich był inny, wiele z nich było bardzo ładnych, a niektóre wręcz trudne.
7. I ułożyli z nich dokładny katalog, i ostrym dłutem wykuli go w kamieniu, i ustawili na głównym placu w mieście.
8. Wszystko było tam bardzo ładnie wyrysowane i łatwe do zrozumienia.
9. Zrobili to z myślą o tym, by każdy mógł w każdej chwili wybrać sobie sposób kopulacji spośród sposobów kopulacji, inspirować się nim i rozkoszować.
10. Nic, co plugawe, nie było im obce. Na widok wszelkich okropieństw ciekła im ślinka,
11. Na przykład na kazirodztwo w łóżku wymoszczonym konfiturą z truskawek,
12. Na zoofilię za pomocą stołka służącego do dojenia krów,
13. Na uwodzenie nieletnich w kołysce,
14. Na zdradę podczas łuskania groszku do zupy,
15. Na myśl o koprofagii łyżeczką od herbaty,
16. Na orgietkę w dole kloacznym,
17. Na biczowanie przy dźwiękach fletu i psałterionu,
18. A nawet na samotną przyjemność w lekko przejrzałym melonie
19. Lub na masturbację rękawicą do mycia,
20. Na myśl o nekrofilii z trupami kobiet godnych szacunku, które nigdy nie zasłużyły na podobne traktowanie...
21. Wszystko to potrafili robić bez użycia rąk, a nawet stojąc na jednej nodze.
22. Ale przyjemnością, którą delektowali się ponad wszystko, była ta, którą odnajdywali w dołach kloacznych,
23. Przyjemność po tysiąckroć nieczysta, najobrzydliwsza z obrzydliwych,
24. Ta, która z mężczyzny robi kobietę, a z kobiety rzecz zbędną.
25. Dlatego przez wieki wieków ten występek związany jest z ohydną nazwą Sodomy. Jeśli o kimś powiemy: "Ten tam jest sodomitą,
26. Wtedy dzieci będą się z niego śmiać, będą mu pokazywać wała i rzucać za nim
kamieniami.
27. I woń sodomy rozpełzła się po okolicy, a była to woń rui i latryn,
28. Wdychając ją nieśmiały osiołek nagle zerwał uzdę i rzucał się na wspaniałego lwa, i sodomizował go w obliczu niebios.
29. Oto jakimi byli mieszkańcy Sodomy, ci w rzeczy samej nieposkromieni grzesznicy.
30. Stwórca ich takimi stworzył, ale to nie oznaczało, że mogli sobie na wszystko
pozwolić.
31. Ponieważ stwórca wypełnił serce człowieka przywarami, by ten musiał zasłużyć na cnotą.
32. Ci, którzy mają więcej przywar, to jego pupilki, bo ich cnota będzie tym większą,
33. Pod warunkiem oczywiście, że zaakceptują warunki gry.
34. To, co najbardziej denerwowało i złościło Stwórcę, i wzburzało mu żółć w wątrobie,
35. To to, iż policzki mieszkańców Sodomy były różowe, ich oczy błyszczały, zdrowie im dopisywało i nie przestawali śmiać się i śpiewać wtedy, gdy się kochali, to znaczy dosyć często.
36. Na wprost Sodomy, po drugiej stronie doliny, stało inne miasto i zwało się Gomora.
37. Mieszkańcy Gomory też byli wielkimi grzesznikami,
38. I oni także mieli swoje zboczenie, a to zboczenie było jeszcze bardziej ohydne niż sodomia, zboczenie panujące w Sodomie, i to zboczenie nazywano gomorią.
39. Gomoria była zboczeniem tak ohydnym, że nigdy nie było dokładnie wiadomo, na
czym polega.
40. Niestety.

* * *

1. A przecież Wiekuisty obiecał Abrahamowi: "Zgoda. Jeśli znajdziesz dziesięciu
sprawiedliwych w Sodomie, z miłości do nich daruję całemu miastu. Powiedziałem. Hopsiup!
2. Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera".
3. Abraham nie znalazł dziesięciu sprawiedliwych w Sodomie.
4. A przecież szukał wszędzie i wszystkich, których napotykał, grzecznie pytał, czy przypadkiem nie są sprawiedliwi.
5. A gdy tak pytał, ludzie odpowiadali mu grubiańsko i dziwili się, dlaczego nie
sodomizuje kogoś lub czegoś, jak to jest w tutejszym zwyczaju.
6. Zamiast zanudzać wszystkich pytaniami i statystyką.
7. Pod koniec dnia Abraham był bardzo zmęczony, pokryty plwocinami i nieczystościami, i przegrał zakład z Wiekuistym.
8. Ze strony Wiekuistego było nie fair zakładać się ze stworzoną przez siebie istotą, gdyż zakład to hazard, i jeśli sam Wiekuisty daje zły przykład, to do czego to dojdzie`?...
9. Ale przede wszystkim to nieuczciwe z jego strony, bo wynik zna z góry,
10. Bo wie wszystko,
11. Ale cóż z niego za oszust! ...
12. A zatem Abraham znalazł w całym mieście tylko jednego sprawiedliwego - Lota, własnego bratanka.
13. Rzekomo przypadkiem...
14. Pod wieczór dwaj aniołowie wysłani przez Stwórcę weszli do Sodomy. Lot
odpoczywał przed domem, wieczorny wiaterek hulał w jego szatach i pieścił włoski łydek, i orzeźwiał miejsca intymne, zazwyczaj źle wietrzone, i przeganiał z nich muchy i
jaszczurki.
15. Lot zobaczył nadchodzących aniołów, wstał, wyszedł naprzeciw i oddał im pokłon do ziemi.
16. A jego w niebo wypięty tyłek ukazał dziurę w szacie, a przez dziurę aniołowie ujrzeli to, co ujrzeli, poczuli to, co poczuli, i zdziwili się do granic zdziwienia
17. Ponieważ aniołowie nie posiadają dolnej części pleców podzielonej na dwoje i brak im otworów do wydzielania odchodów, i nigdy czegoś takiego nie widzieli
18. Pomyśleli, że człowiek przez nieostrożność usiadł na dobrze zaostrzonej siekierze i
rozśmieszyło ich to, i roześmieli się pięknym anielskim uśmiechem.
19. Tymczasem Lot zwrócił się do nich: "Raczcie, panowie moi, zajść do sługi waszego na nocleg. Nie zapomnijcie umyć nóg i używać sukien, 'bo właśnie wyfroterowano podłogi.
20. Aniołowie odrzekli: "Niezmierne dzięki, sprawiedliwy człowieku o pięknym tyłku. Nie chcemy przeszkadzać,
21. A poza tym wolimy nie wchodzić do domu, w którym na krzesłach walają się siekiery.
22. Spędzimy noc „na dworze”.
23. Ale Lot tak ich męczył, tak nalegał, że zgodzili się wstąpić do niego. On zaś
przygotował wieczerzę poleciwszy upiec chleba przaśnego. I posilili się.
24. Patrzył, jak jedzą, i myślał: „Aniołowie nie wiedzą, że ich rozpoznałem. Wiekuisty z pewnością wysłał ich by mnie wypróbować. Jeśli o nich zadbam i jeśli będą zadowoleni z mej gościny, to spełnią me trzy życzenia
25. Albo zamienią mnie w piękną, młodą dziewczynę.”
26. Pomyślał sobie jeszcze na końcu: „Jak na czyste duchy, to zdrowo machają
widelcem”. Zastanawiające, gdzie im się to wszystko mieści.
27. Tymczasem, mieszkający w Sodomie mężczyźni, od najmłodszego do najstarszego, ze wszystkich stron miasta otoczyli dom.
28. I wołali do Lota: "Hej ty! cudzoziemcze! Gdzie są ci dwaj piękni chłopcy, którzy przyszli do ciebie dziś wieczorem? Niech wyjdą, abyśmy mogli ich zsodomizować!"
29. Wówczas Lot wyślizgnął się z domu przez uchylone drzwi i zamknąwszy je za sobą zwrócił się do nich, pilnując jednocześnie, by plecy, a szczególnie dolna ich część ściśle przylegały do drzwi:
30. "Bracia moi, nie róbcie im tego, to nie wypada. oni są mymi gośćmi.
31. A poza tym zaraz po jedzeniu to źle wpływa na trawienie".
32. Ale ci szaleńcy nie chcieli słuchać i wołali coraz głośniej: „Dawaj facetów! dawaj facetów!” I gestami podkreślali, co mają zamiar im zrobić, podśpiewując: "Hop! ciup, ciup!"
33. Lot: "Ależ to są aniołowie Pańscy! aniołowie wysłani przez Wiekuistego!"
34: Wtedy tamci wykrzyknęli: "Hosanna! Jeszcze nigdy nie sodomizowaliśmy aniołów!
Hosanna! hop! ciup, ciup!"
35. I tłum stał się jak rozszalałe morze, a ich wołanie było jak uderzenie pioruna, ich kutasy sterczały ku gwiazdom jak las dzid.
36. Wtedy Lot zaproponował: "Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną,
pozwólcie. że je wyprowadzę do was; postąpicie z nimi, jak wam się podoba, byle byście nie skrzywdzili aniołów, bo przecież są oni pod moim dachem".
37. Lecz Sodomici krzyknęli: "Pfuj!" i splunęli na ziemię.
38. I dodali: "Ten cudzoziemiec zamieszkał u nas, je nasz chleb, a teraz chce nas pouczać! Chciał, to ma, do niego też się dobierzemy!"
39. I rzucili się na Lota i zgwałcili go. Uch! Lecz zrobili się w konia, gdyż stary Lot był równie świeży jak stara, rdzewiejąca w polu bryka.
40. Dokonawszy tego zaczęli walić w drzwi, by je wyważyć.
41. Wtedy aniołowie położyli dłonie na Locie. wprowadzili go do domu i zaryglowali drzwi.
42. Po czym spuścili na tłoczących się Sodomitów - począwszy od najmłodszego ssącego jeszcze mleko matki, aż do najstarszego jeżdżącego wózkiem inwalidzkim - światłość, tak iż oślepli i kręcili się w kółko nie mogąc znaleźć drzwi.
43. Lot był z tego zadowolony, ale uznał, że aniołowie mogli pomyśleć o tym odrobinę wcześniej...
Maniek
(82 postów dotychczas)
05.01.2011 15:53 (UTC)[zacytuj]
1. Aniołowie zwrócili się do Lota: "Kogokolwiek jeszcze masz tu, zięcia, synów i córki, oraz wszystkich bliskich wyprowadź ich z miasta,
2. Ponieważ zniszczymy je na polecenie Wiekuistego". I aniołowie zakasali rękawy
anielskich szat i splunęli w dłonie.
3. Lot poszedł porozmawiać z żoną i córkami, i z narzeczonymi córek:
4. "Chodźcie, wyjdźcie z tego miasta. Będą tu miały miejsce porachunki między Stwórcą i mieszkańcami Sodomy. To nas nie dotyczy, nie mamy nic z tym wspólnego.
5. Odejdźmy więc i pozwólmy im dogadać się między sobą. Wrócimy, gdy skończą, i
zobaczymy kto wygrał". 6. Ale obaj młodzi ludzie, przyszli zięciowie Lota, domyślili się,
iż coś się za tym kryje:
7. "Ty stary ropniaku! ty gówno starej sowy! Chcesz oddalić nas od tego miejsca,
obawiasz się, że zagustujemy w tutejszych obyczajach, że zaczniemy zaniedbywać twe
córki lub też honorować je będziemy tylnym wejściem pozbawiając cię następców.
8. Jeśli tak myślisz, to masz rację. Otóż zagustowaliśmy w rozkosznych obyczajach
Sodomy i połączyliśmy się węzłem małżeńskim. Jeśli chodzi o twoje siusiumajtki, możesz posypać je cukrem i wsadzić sobie gdzie chcesz.
9. I bździu!"
10. Tymczasem nadszedł ranek fatalnego dnia. I aniołowie widząc, że Lot nie spieszy się z udaniem w drogę, wzięli go za ręce, jak również jego żonę i córki, i wyprowadzili poza miasto.
11. Jeden z aniołów rzekł: „Uchodź, abyś ocalił swe życie. Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj nigdzie w tej okolicy, ale szukaj schronienia w górach. Stwórca oszczędza ciebie i twoich z miłości do Abrahama.
12. Pospiesz się, jesteśmy już spóźnieni, a musimy wszystko zburzyć przed wieczorem.
Jeśli będziesz w pobliżu, gdy zacznie spadać ogień niebieski, tym gorzej dla ciebie, nie możemy się rozdrabniać”.
13. Lot pospieszył w góry, a ogień niebieski zaczął ogarniać Sodomę i Gomorę. Z łaski Wiekuistego ogień i siarka wszystko bardzo dobrze paliły.
14. Domy, drzewa, mężczyzn, kobiety,
15. A nawet niemowlęta, które nie miały jeszcze okazji zakosztować grzechu,
16. I krowy, i cielaczki, i owce z ich małymi, i kotki z kociętami, i małe ptaszki, i inne zwierzęta, które nawet nie wiedziały, co to grzech.
17. Lepsza jednak jest sprawiedliwość od bałaganu. Takie jest prawo Stwórcy.
18. Ku niebu uniósł się czarny, tłusty dym, równinę spowił zapach pieczonego mięsa i ziemią wstrząsnął okropny krzyk
19. Złożony z tysięcy okrzyków bólu. Jeśli uważnie nadstawiło się ucha, to można było wyłowić wśród nich okrzyki radości wydawane przez masochistów, którzy umierali śmiejąc się.
20. Co zepsuło odrobinkę przyjemność Wiekuistemu.
21. Sodoma została zniszczona. I Gomora została zniszczona. I cała okoliczna równina została zniszczona wraz z miastami i mieszkańcami, i nasionami w ziemi, a nawet samą ziemią aż do litej skały.
22. Dopiero wtedy Stwórca poczuł się zadowolony i płatki jego serca nabrzmiały jak nabrzmiewa ziarno fasolki hodowane na mokrej gazie,
23. Ponieważ z tą chwilą kraj stał się wolny od wszelkiego grzechu i był krajem absolutnie sprawiedliwym.
24. Przynajmniej przez czas stygnięcia.

* * *

1. Anioł Pański powiedział Lotowi i jego rodzinie: "Nie oglądajcie się za siebie". Tak też uczynił Lot i jego córki.
2. Ale żona Lota spojrzała do tyłu i natychmiast zamieniła się w słup soli.
3. Gdy Lot obejrzał się i nie ujrzał żony idącej za nim, zaniepokoił się, bo to ona niosła koszyk z wałówką.
4. Ściął gałąź drzewa, zrobił pałkę i wrócił się, by zachęcić żonę do szybszego marszu.
5. I ujrzał ją. I cała była z soli, i błyszczała w słońcu.
6. Pomyślał: "No i proszę! Najpierw Stwórca ratuje tę kobietę, gdyż potrafiła pozostać czystą i niewinną przez całe życie wypełnione pokusami. A teraz dla jednego spojrzenia przez ramię karze ją tak ciężko jak wszystkich innych.
7. Nie mogę uwierzyć, by w swej nieskończonej mądrości uważał ciekawość za wadę jeszcze gorszą niż wszystkie zbrodnie Sodomy.
8. Sądzę raczej, że w swej nieskończonej dobroci spostrzegł, iż zapomniałem zabrać soli. Cóż za atencja ze strony Opatrzności Boskiej.
9. Dzięki ci, Panie! Dzień ten jest już i tak wystarczająco ciężki, żebym jeszcze w
dodatku musiał jeść jajka na twardo bez soli..."
10. I Lot zeskrobał nieco soli z żony, wziął koszyk z wałówką, i poszedł w góry z córkami wlokącymi się za nim.
***

1. Pod wieczór zaszli w góry i schronili się w grocie.
2. Starsza z córek rzekła: "Stwórca zmiótł wszelkie życie z powierzchni ziemi,
3. Nie ma już młodych ludzi, którzy mogliby się, jak każe zwyczaj, połączyć z nami i zrobić nam to, co należy zrobić, i wsadzić nam to, co należy wsadzić: nasze brzuchy wyschną, a piersi nie będą dumnie zwisać aż do kolan.
4. Trzeba jednak zachować ród naszego ojca. Chodź siostrzyczko, upoimy naszego ojca winem, a następnie prześpimy się z nim.
5. I dały mu tego wieczoru wina, i starsza przyszła, i spała z ojcem.
6. Ponieważ była dziewicą i otrzymała dobre wychowanie, zupełnie się na tych rzeczach nie znała. Stwierdziła, że wcale nie było łatwo połączyć się cieleśnie z na śmierć pijanym mężczyzną - który śpiewa świńskie piosenki i rzyga po kątach -chyba że pomoże się naturze, jak umieją to robić wymalowane dziwki.
7. Miała dużo dobrej woli, a jej siostrzyczka dużo wyobraźni, udało im się więc w końcu pobudzić do życia to, co było uśpione, wykopać to, co było zakopane i wznieść to, co było poniżone i uczynić strasznym to, co było tchórzliwe, i doprowadzić do tego, by nieme śpiewało, i wytrysnęło, choć nie chciało wytrysnąć.
8. W końcu starsza westchnęła: "Tato!" I z dewocją przyjęła cenne nasienie. A mała
siostrzyczka krzyknęła: "Brawo!" i klasnęła w ręce.
9. Stary Lot niczego nie spostrzegł. Od czasu do czasu otwierał jedno oko i nawet jeśli pojękiwał z zadowolenia, to prawdopodobnie z powodu snów.
10. Inaczej nigdy by nie pozwolił na takie rzeczy i z pewnością spuściłby lanie obu gówniarom.
11. Następnej nocy znów dały ojcu wina, ale tym razem młodsza przespała się z nim. I znów Lot niczego nie spostrzegł. Co prawda podskoczył dwa lub trzy razy, pokrzykując lekko, ale musiały to spowodować pchły, które go bardzo męczyły.
12. Starsza powiła syna i nazwała go Moab. Młodsza też powiła syna i mogła byłaby go nazwać Noab, Loab lub Roab, ponieważ wszystkie historie lubią być symetryczne, lecz była bardzo przekorna i nazwała go Ben-Ammi, co nie ma sensu.
13. Oba te dzieciaki były ohydne i zupełnie głupie, śliniły się i kąsały, i robiły pod siebie, ponieważ miały mongolizm jak większość dzieci spłodzona przez starców.
14. Obie córki Lota zrozumiały ogrom nieszczęścia dopiero, gdy opuściły ten kraj i poszły w świat, który pełen był pięknych, jurnych młodych ludzi,
15. Którzy nie byli dla nich - brudnych, zhańbionych, przeklętych, o pomarszczonych brzuchach i obwisłych piersiach.
16. Tak więc nadal były żonami swego starego ojca i jeżeli to było powodem, dla którego Lot zmarł przedwcześnie, to przynajmniej zmarł szczęśliwy.
17. Tymczasem z wyżyn niebieskich spoglądał Stwórca i coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że był to świetny pomysł z punktu widzenia morale i dobrych obyczajów: oszczędzić jednego sprawiedliwego w całej Sodomie.
Maniek
(82 postów dotychczas)
05.01.2011 16:02 (UTC)[zacytuj]
ROZDZIAŁ 7

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Sodoma i Gomora zostały zniszczone - kawałek dobrej roboty. Aby spełnić obietnice Boga, stuletni Abraham kocha się z niemniej wiekową Sarą. Sara wydaje na świat Izaaka. Matka i dziecko czują się dobrze. Jest nadzieja na uratowanie ojca.


1. Po tym wszystkim Stwórca postanowił wypróbować Abrahama.
2. Zawołał: „Abrahamie!" A ten odparł: „Już, już”.
3. Stwórca: „Jak się masz, Abrahamie?”
4. Abraham: „Jak się mam? Wiesz to samo dobrze jak ja, jak się mam, a może nawet lepiej niż ja. A nawet wiesz ,jak się będę miał jutro, bo przecież jesteś samą wiedzą,
5. Czegóż więc chcesz?”
6. Stwórca: „Odrobiny konwersacji!”
7. Abraham: „A, to co innego, Panie. Trzeba było tak mówić od razu. Konwersacja to kwestia grzeczności. Nie chcę uchodzić za niegrzecznego, Panie, więc ci odpowiadam:
8. No cóż, jakoś leci, Panie, jakoś leci. Oprócz reumatyzmów, które na mnie zesłałeś, i zastarzałego bronchitu, który nachodzi mnie za twoją sprawą co wiosny od trzydziestu lat, i ostatniego zęba, który raczyłeś mi zostawić w dolnej szczęce tylko po to, by mnie bolał i bym gryzł się w język,
9. Oprócz pociągu, który raczyłeś rozpalić w mym sercu do młodych dziewcząt o jędrnych policzkach i delikatnych wargach, małych cycuszkach, białych tyłeczkach i gładkich
brzuszkach,
10. Oprócz tej biednej starej Sary, którą twa wszechdobroć pozostawiła mi ku rozkoszy i przyjemności, a którą stuletnie życie tak przygięło do ziemi, że twarz jej jest na wysokości siedzenia (pobieżny obserwator nie jest w stanie rozpoznać, z którym końcem ma do
czynienia, gdyż oba są identycznie pomarszczone, równie zżółkłe, równie łyse, równie wąsate i równie zafajdane w zagłębieniach),
11. Oprócz tego, Panie, jakoś leci. A Ty masz się dobrze?"
12. Stwórca: „Uff, ten szelma Lucyper przysparza mi zgryzot..."
13. Abraham: „Nie musisz mi mówić, Panie, dzieci w dzisiejszych czasach, ho ho ho!... A teraz wybacz i nie myśl, że wystawiam cię za drzwi, ale my, stworzenia ziemskie, nie
mamy wiele czasu na pogaduszki, gdyż stworzyłeś nas i umieściłeś na ziemi, byśmy zdobywali chleb w pocie czoła. Nie chcę ci czegokolwiek wypominać, ale trzeba być
rozsądnym, jeśli cały czas będziesz nam przeszkadzał, nigdy nie będzie ani wiele potu na naszych czołach, ani wiele chleba do podziału"
14. I Abraham wrócił do pracy, a zajmował się właśnie liczeniem bogactw, które uzyskał dzięki łaskawości Stwórcy. Bogactwa te były niezliczone i z dnia na dzień rosły.
15. Akurat był przy stadach owiec. Za każdym razem, kiedy zaczynał liczyć owce,
zasypiał. Systematycznie.
16. Nigdy więc nie mógł policzyć owiec do końca. Myślał sobie: "Po cóż mieć owce, jeśli nie wiadomo, ile ich jest`?
17. Ten, kto nie wie, ile ich ma, to jakby ich nie miał. Ot, co uważam!" I zasypiał!
18. A więc gdy Abraham wrócił do liczenia owiec, Stwórca odkaszlnął: "Hę, hę!..." I
powiedział srogo: „Abrahamie!"
19. Na co ten: „Trzynaście tysięcy osiemset czterdzieści cztery barany i jeden baran to daje trzynaście tysięcy osiemset czterdzieści pięć baranów... Tak? Słucham cię, Stwórco. Chwileczkę, Panie. Jestem do dyspozycji., tylko zaznaczę na murze trzynaście tysięcy
osiemset czterdzieści pięć kresek..."
20. Stwórca: „Abrahamie, mam chęć na ofiarę".
21. Abraham: "Rozkazuj, Panie". I dodał: "Pozwolę sobie jednak zauważyć, iż miałeś już jedną tego ranka, i to całkiem dużą, złożoną z dwunastu tłustych wołów, pięćdziesięciu owieczek, ponad pięćdziesięciu koźląt, około dwustu kurcząt i żyrafy, która akurat przybiegła,
22. A na deser miałeś kompot ze śliwek, na trawienie.
23. Ciekawe, gdzie ty to wszystko mieścisz?
24. Ale przecież kiedy skazałeś w swej nieskończonej dobroci i sprawiedliwości naszych pierwszych rodziców na zdobywanie chleba w pocie czoła, nie było przy tym mowy o
zdobywaniu dla ciebie wołów również w pocie czoła".
25. Stwórca: „Mam już dosyć ciężko strawnego jedzenia. Me podniebienie domaga się czegoś delikatniejszego, a nozdrza pragną wyrafinowanego zapachu".
26. Abraham: „Może by tak kuskus?"
27. Stwórca: „Stwórca nie żywi się kuskusem".
28. Wiekuisty czerwienił się. spuszczał oczy, kręcił na palcu lok śnieżnobiałej brody,
29. I w końcu odezwał się ponownie:
30. „Abrahamie! Chcę, byś złożył mi w ofierze swego jedynego, ukochanego syna".
31. Abraham: „Izaaka?"
32. Stwórca: „Izaaka".
33. Abraham: „Też coś..."
34. Stwórca: „To jest próba".
35. Abraham: „Ach tak? próba?"
36. Stwórca: „Próba mająca wykazać, kogo bardziej kochasz Izaaka. czy mnie.
37. Abraham: "Więc mam prawo wybierać?"
38. Stwórca: „Oczywiście, że masz prawo. Bez tego nie byłoby próby. Wystarczy, by wlać w twoje serce więcej miłości do mnie niż do Izaaka."
39. Abraham: „Nie krępuj się, proszę."
40. Stwórca: „Dziękuję. Widzisz, Abrahamie, naszła mnie ochota, by kochano mnie dla mnie samego. To chyba przez tą wiosnę. Dlatego wlałem do twego serca odrobinę wolnej woli. Znaczy to po prostu, że możesz wybierać."
41. Abraham: „Naprawdę mogę wybierać co chcę, o Panie?"
42. Stwórca: „Naprawdę. Masz przecież wolną wolę."
43. Abraham: „I tą wolną wolę dajesz mi na zawsze?"
44. Stwórca: „Na zawsze. A teraz wiesz, co należy zrobić, Abrahamie, kiedy jest się małym, grzecznym Abrahamkiem który ma swoją wolną wolę i bardzo kocha swego Boga
i Stwórcę".
45. Abraham: „No, pomyślmy..."
46. Stwórca: „A więc należy powiedzieć Wiekuistemu: Proszę, o Panie, dałeś mi wolną wolę, to znaczy prawo do nieskrępowanego wyboru. A więc bez skrępowania zwracam ci
tę wolną wolę i odrzucam wolność. Będę robił tylko to, co ci się spodoba. Tak zrobiłby mały, grzeczny Abrahamek."
47. I Wiekuisty dodał: „Wiesz, co się wtedy przydarza małym, grzecznym Abrahamkom? Ich trzody mnożą się w nieskończoność, ich owce rodzą się z pięcioma nogami, krowy dają, gorącą czekoladę i lody pistacjowe, kury znoszą rubiny, diamenty i ładniutkie
przyciski do papieru - całe szklane z kwiatkiem w środku, ich potomkowie są królami, konkwistadorami i urzędnikami państwowymi z comiesięczną pensją i zapewnioną
emeryturą; a ich stara Sara umiera z chwilą, gdy zaczyna brzydko pachnieć, i można ją zastąpić słodkimi dziewicami o mlecznobiałej cerze. No, mniej więcej tak to się przedstawia".
48. Abraham odparł: "Rozumiem. A teraz załóżmy - uwaga! mówię wyraźnie: załóżmy -
załóżmy, że Abrahamek powie: „Podyskutujmy, Panie. Może się dogadamy. Wilk będzie
syty i owca cła. Odrobinę dobrej woli z obu stron w tych sprawach..."
49. Wiekuisty: „Miałby prawo tak mówić. To przecież jest wolna wola. Ale oczywiście musiałby wtedy sam sobie radzić z pryszczycą, złodziejami, pożarami, głodem, filokserą, wietrzną ospą, z Filistynami, z owrzodzeniem żylaków i małżeńskimi awanturami. Tak jak wszyscy koledzy. Cudów nie ma..."
50. Abraham: „To twoje ostatnie słowo, Panie?"
51. Stwórca: „Ostatnie".
52. Abraham: "Jesteś twardy w interesach, Panie."
53. Stwórca: „Jestem".
54. Abraham: „Niech stanie się wola Twoja".
55. Stwórca: „Pięknie dziękuję za pozwolenie
56. A teraz idź! Zaprowadź Izaaka do kraju Moria i złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę."
57. Abraham jednakże nie odchodził, drapał się w głowę i widać było wyraźnie, że coś go gryzie. W końcu zapytał: „A Sara, o Panie?
58. Stwórca: „Co, Sara
59. Abraham: „Co mam powiedzieć Sarze, matce Izaaka?"
60. Stwórca: „A to już twoja sprawa".
61. Abraham: „Wyraźnie widać, że nie jesteś żonaty, Panie". I poszedł, kopiąc kamienie leżące na drodze.
Maniek
(82 postów dotychczas)
05.01.2011 16:11 (UTC)[zacytuj]
1. Abraham wstał rano, osiodłał osła i polecił Izaakowi przygotować się do drogi.
2. Kazał mu porąbać drewno i wziąć je na plecy, do tego dorzucił kilka dużych kamieni, na których miał zwyczaj składać ofiarę, przypasał sobie do pasa duży nóż ofiarny, w gliniany garnek wziął żar i ruszyli w drogę - Abraham na ośle, a za nim pieszo Izaak.
3. Sara zapytała: "Dokąd zabierasz dziecko?"
4. Abraham: "Wydaje mi się, że jest ostatnio blady. Zabieram go na przejażdżkę, by mógł odetchnąć świeżym powietrzem. Dlaczego pytasz?"
5. Sara: "Uważaj na niego. Przede wszystkim zwracaj uwagę, by nie wchodził w kałuże, bo jest delikatny. A ty, Izaaku mój mały, nie zapomnij o szaliku. Uważaj na przeciągi. Rozglądaj się na prawo i na lewo przy przechodzeniu przez pustynię, bo karawany pędzą jak zwariowane. Nie zapominaj, że za jednym stadem baranów może podążać drugie. Uważaj na ruchome piaski: trzymaj się zawsze za ojcem. Gdyby w nie wpadł, zatkaj sobie uszy i daj mi szybko znać, że kolacja ma być tylko dla dwóch osób. Nie ciągnij grzechotników za grzechotki. Jeśli spotkasz tygrysa - pozdrów go grzecznie. Jeśli chciałbyś nadepnąć krokodylowi na ogon, podchodź do niego z odpowiedniej strony. Jeśli spotkasz skorpiona, ugryź go pierwszy. I uważaj na obstrukcję. Obchodź z daleka kobiety strojne w biżuterię, które doprowadzają mężczyzn do szaleństwa - to uwodzicielki.. Strzeż się morskich głębi wyciskających łzy z oczu matek. Gryź dobrze wszystko, co jesz.
Trzymaj się prosto. Nie siusiaj pod wiatr. A teraz chodź tu, żebym mogła policzyć twe włosy. Jeśli zabraknie choćby jednego w dniu powrotu, ojciec będzie miał się z pyszna. No! jedźcie i bawcie się dobrze!"
6. Stojąc w drzwiach, Sara patrzyła na odjeżdżających, a w ręku trzymała gruby wałek z pachnącego drzewa cedrowego z gór Libanu, który służył jej do wałkowania ciasta na
podpłomyki, i nie ruszyła się stamtąd aż do powrotu Abrahama i Izaaka.

* * *

1. Trzeciego dnia Abraham, uniósłszy oczy ku górze, dojrzał miejsce, ku któremu
zmierzali.
2. Poczęli wspinać się pod górę. Izaakowi było gorąco, osłu też. Izaak powiedział: „Ojcze! Jest mi gorąco". Osioł natomiast nic nie powiedział.
3. Jednocześnie Izaak myślał: „Widzę, że ojciec chce złożyć ofiarę Wiekuistemu. Ma
drewno, ogień, nóż i kamień ofiarny. Ale szczur starości wygryzł dziurę w serze jego pamięci: zapomniał zabrać rzeczy podstawowej - poświęconej ofiary. Ja mu o tym nie przypomnę. Kiedy dojdziemy do miejsca ofiarnego sam to spostrzeże i zacznie wyrywać sobie włosy z brody, a ja będę się mógł z niego śmiać". I żartowniś Izaak śmiał się w duchu na myśl o wspaniałym dowcipie.
4. Doszli do miejsca wyznaczonego przez Stwórcę. Abraham ustawił ołtarz i ułożył
drewno. Tymczasem Izaak coraz bardziej dusił w sobie wesołość i coraz trudniej mu było nie wybuchnąć głośnym śmiechem.
5. Następnie Abraham wziął Izaaka, związał go solidną liną i położył na przygotowanym drewnie. Wówczas Izaak nie mógł już się powstrzymać i wybuchnął ogromnym, radosnym śmiechem. Przeraził nim sępa, który przysiadł mu na głowie i liczył, że będzie pierwszy w kolejce do wydziobywania oczu. Ponieważ był wyrafinowanym sępem.
6. Abraham splunął na ostrze noża i starannie naostrzył je o kamień ofiarny. Śmiech Izaaka stał się tak donośny, iż odbijając się od gór przypominał grzmot, którym posługuje się Stwórca.
7. Słysząc ten śmiech, ptaki na niebie zaczęły się śmiać i w konwulsjach spadły na ziemię, króliki tarzały się ze śmiechu i staczały się po zboczach do morza, a ryby zachłystując się śmiechem topiły się. Wąż ze śmiechu zawiązał się na supeł, kamienie pękały na pół, banany obierały się z radości, daktyle wypluwały pestki, niedźwiedź posiusiał się w futro, a wszystkie przeżuwacze składowały śmiech w podwójnych żołądkach, by móc
wieczorem spokojnie przeżuwać w oborze. Królowa pszczół ogłosiła, że dobry śmiech
wart jest słoika miodu.
8. Wszystkie stworzenia boże zaraziły się śmiechem Izaaka, z wyjątkiem trzech, oto one:
9. Pierwszym był Abraham. Abraham nie śmiał się, bo biegał wokół Izaaka, machając ofiarnym nożem i wrzeszcząc: „Jak mogę czysto poderżnąć ci gardło, jeśli się tak ciągle kręcisz? Przestań natychmiast, bo jak nie, to dostaniesz po buzi."
10. Drugim był osioł. Osioł nie śmiał się, gdyż myślał: „Phi... To są drobne
przekomarzanki między ludźmi a ich Bogiem. W rezultacie ten mały gówniarz nie
zostanie złożony w ofierze, bo Bóg tego starego durnia przyśle anioła, by w ostatniej chwili zatrzymał jego ramię. Anioł wskaże inną ofiarę zamiast gówniarza i okaże się, że znów będzie to jakieś niewinne zwierzę. Ponieważ nie dostrzegam tu, wśród kamieni,
żadnego niewinnego zwierzęcia słusznego wzrostu prócz mnie, zupełnie nie widzę
powodu do śmiechu."
11. Trzecim był Stwórca. Stwórca myślał sobie: „Czemu ten gówniarz tak głupio się
śmieje, zamiast trząść się ze strachu, pocić z przerażenia, krzyczeć: „Mamo!" i robić pod siebie? Ofiara bez łez to jak cielęcina bez musztardy. W dodatku ten stary dureń nie ma wcale poczucia wzniosłości i dostojeństwa, które w takiej sytuacji powinny mieć miejsce. Uwielbiam piękne ceremonie. Gdy się zapomina o poezji, liturgii, kadzidle, muzyce i temu podobnych uroczych drobiazgach-cóż pozostaje? Rzeźnia! ot, co pozostaje. Pfe!... Ta nieudolność zepsuła mi apetyt".
12. Wiekuisty zawołał anioła włóczącego się w pobliżu i nakazał mu: „Idź, przerwij tę farsę! Wykonać natychmiast!"
13. Odwrócił się i odszedł by w zastępstwie wywołać raka na policzku jakiejś narzeczonej.

* * *

1. Anioł już z góry zaczął wołać: „Abrahamie! Abrahamie!" Na co Abraham odpowiedział: "Czego tam? Nie widzisz, że jestem zajęty?"
2. I nieprzerwanie machał nożem, próbując trafić Izaaka w szyję. Dźgał jak wariat, a Izaak skręcał się ze śmiechu, i Abraham nie mógł trafić, i klął, i pienił się, i bluźnił, i rwał sobie włosy z brody, i pod ciosami noża polana zamieniały się w jasne wióry.
3. W końcu anioł złapał go za ramię i rzekł: „No, starczy tego. Wiekuisty kazał mi powiedzieć, że jest zadowolony. Jeśli ci się nie udało, to nie z twojej winy. Widać było, że wkładałeś serce w robotę".
4. Abraham: „O! Co za łaskawość!... A ta cała droga, którą odbyłem, żeby mu złożyć
ofiarę, to co? Na próżno?" I rozejrzał się wokół siebie, a osioł pomyślał: „No tak, teraz zabierze się do mnie!"
5. Anioł przerwał Abrahamowi: „Zajrzyj w krzaki, jest tam niespodzianka dla ciebie". I Abraham zajrzał, i ujrzał barana uwikłanego rogami w zaroślach. Złapał go i złożył w całopalnej ofierze.
6. A osioł z ulgą po trzykroć wierzgnął, beknął i pierdnął.
7. Wonczas Wiekuisty ukazał się Abrahamowi i rzekł: „To wszystko było dla śmiechu. Widzisz, jaki mogę być przekorny!" Na co Abraham: „Dziękuję ci, Panie, żeś nie zmusił mnie do złożenia w ofierze osła - nie lubię chodzić piechotą".
8. Mały Izaak przestał się śmiać. Coś tam sobie kalkulował, brwi miał ściągnięte i zły błysk w oku.
9. Stwórca dorzucił: „Ponieważ nie oszczędziłeś syna swego jedynego będę ci błogosławił i dam ci jeszcze więcej stad, i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie, i wydam ci wszystkich twoich nieprzyjaciół... i wszystkie temu podobne drobiazgi".
10. Abraham czuł się dumny, że syn widzi, jakie dobre ma znajomości i jak dobrze jest oceniany przez przełożonych.
11. Izaak wtrącił się do rozmowy: „Czy to prawda, o Panie, żeś go o to prosił?"
12. Abraham: „Ależ, Izaaku, nie zadaje się pytań Stwórcy. Należy wyłącznie odpowiadać, gdy Stwórca o coś zapyta. Wybacz mu, Panie."
13. Stwórca: „Tak, prosiłem go o to".
14. Izaak: „I on się na to zgodził?"
15. Stwórca: „Tak, zgodził się."
16. Izaak odchrząknął i splunął w twarz ojcu gęstą, lekko zielonkawą śliną.
17. Abraham otarł twarz i zwrócił się do Izaaka: „Czy chcesz mi coś dać do zrozumienia, synku?" Ale Izaak już odchodził drogą, więc Abraham podążył za nim na ośle, rozmyślając o owcach, których tego dnia nie policzył, i taki był koniec miłego dnia na świeżym
powietrzu.
Maniek
(82 postów dotychczas)
05.01.2011 16:14 (UTC)[zacytuj]
ROZDZIAŁ 8

STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Składając Izaaka w ofierze dla zrobienia przyjemności Bogu, Abraham zadarł sobie
paznokieć, ale już czuje się lepiej.


1. Wiekuisty był zadowolony, że Abraham nie wahał się złożyć w ofierze Izaaka,
jedynego syna, krew swej krwi.
2. I skierował na Abrahama rzekę swych dobrodziejstw.
3. Na początek Sara, żona Abrahama, umarła. Była kobietą sprawiedliwą i bogobojną, nigdy nie kopulowała z innym mężczyzną bez pozwolenia męża i wyłącznie w interesie rodziny.
4. Wiedziała dokładnie, ile trzeba czasu na ugotowanie jajka na miękko,
5. Wiedziała, ile razy trzeba przetrzepać pogrzebaczem skórę bezczelnej służącej, która defiluje przed patriarchą, założycielem rodu, z odkrytymi i uperfumowanymi piersiami.
6. Abraham opłakiwał Sarę. Opłakiwał przez cały dzień, a w nocy zasnął. Następnego dnia powrócił do opłakiwania dokładnie w tym samym miejscu, w którym przerwał.
7. W rozkwicie swych stu pięćdziesięciu wiosen Abraham miał zwyczaj uprawiać coitus dokładnie trzy razy na trzy lata, niezależnie od pogody.
8. I właśnie drugiego dnia przypadał czas coitusu.
9. Poczuł w żyłach burzącą się krew, a pod szatą podnoszącą się katapultę przyszłych generacji.
10. Pomyślał: "Źródło życia nie wyschło we mnie.
11. Moje lędźwie kołyszą się w świetle księżyca jak truskaweczki na gałęzi bzu,
12. Mój członek podskakuje i opada jak gazela przywiązana tylnymi nogami do palika namiotu,
13. A jego piękna żołądź ociera się o brzuch jak gałąź jaśminu kołysana lekką bryzą i postukująca o okno narzeczonej.
14. Moje jądra pęcznieją z nadmiaru nasienia,
15. Między mymi udami kołyszą się niezliczone narody i utalentowane nacje,
16. Miasta o tysiącu kopuł i zwycięzcy o dumnie sterczących pióropuszach,
17. Tancerki błyszczące złotym pudrem i bezwstydem
18. Świeżo obcięte głowy filozofów strojne w róże,
19. Wystawy światowe i konkursy łowienia ryb, i pięknie reklamowane wyprzedaże
towarów,
20. I cywilizacje bogate w sztukę, literaturę, cnoty i sosy długo pichcone na wolnym ogniu, które beknięciem nadają wspaniały posmak dekadencji!
21. Czyżbym miał skazać tych ludzi na zagładę, zanim zostaną poczęci? Czyż mam jak skąpiec zawiązać na supeł sączek płodności?
22. Czyż nie jest równie karygodne w oczach Stwórcy pozwalanie, by nasienie psuło się i zamieniało w ocet?
23. Takiemu komuś członek flaczeje, a twarz pokrywa się krostami".
24. Gdzieś około południa Abraham wziął sobie nową żonę, nazywała się Ketura.
25. Położył się z nią i zrobił, co należało zrobić, i rano popłakiwał już tylko jednym okiem.
26. Ketura miała delikatne policzki, świeżutkie uda i skorpiony nie zdążyły zagnieździć się w fałdach jej brzucha.
27. Piersi jej były ciężkie, ładnie pachniały, i spod pach też jej ładnie pachniało, choć nieco mocniej, tak jak z przyrodzenia.
28. Abraham wiedział o tym już wcześniej, bo Ketura była jedną ze służących w ich domu
29. I pomimo wyraźnych pręg pozostawionych przez pogrzebacz nigdy nie straciła nadziei...
30. Od tego dnia Ketura stała się małżonką Abrahama i panią niezliczonych namiotów, stad i srebrnych łyżeczek.
31. Rację ma mędrzec, który powiada: "Pomagaj sobie, jak umiesz, a Bóg ci pomoże".
32. Nie myli się też poeta wyśpiewujący melodyjnym ośmiozgłoskowcem przy
akompaniamencie bhan-dżoh następujące słowa:
33. "Potężniejszy niż słoń, twardszy niż granit, popędliwszy od barana, masywniejszy niż cedr po trzykroć stuletni, czerwieńszy niż mak, bardziej fioletowy niż fiołek, bardziej błyszczący od wypolerowanego spiżu, ciemniejszy niż bakłażan w rozkwicie swego
piękna - takim właśnie jest członek młodzieńca".
34. Ale to na pomarszczonych członkach starców doświadczony człowiek buduje
wspaniały pałac służący odpoczynkowi w dniach starości,
35. Tratatata, bum cyk! cyk!

* * *

1. Ketura poczęła dzięki Abrahamowi i porodziła Zimrana, Jokszana, Medana, Midiana, Jiszbaka i Szuacha.
2. Jokszan byl ojcem Saby i Dedana, synami zaś Dedana byli: Aszszurin, Letuszim i Leummim.
3. Synami Midiana byli: Efa, Efer, Henoch, Abida i Eldaa.
4. Wszyscy oni siedzieli za stołem i jedząc arbuzy czekali, aż Abraham umrze, by podzielić się spadkiem.
5. Lecz Abraham miał jeszcze do przeżycia więcej lat niż jest dziur w szacie człowieka, który niechcący przysiadł na jeżozwierzu
6. Zresztą i tak postanowił po cichu zostawić wszystko Izaakowi.
7. Oczywiście nikomu tego nie powiedział, a przede wszystkim żonie, Keturze.
8. Ani synom, których z nim miała, siedzącym w krąg i spluwającym pestkami arbuza do spiżowego kociołka, dźwięczącego jękliwie jak pod wpływem potężnej ulewy. Oni za cały majątek odziedziczą imiona, na których można sobie język połamać, i nic więcej.
9. Ketura co wieczór myła zmęczone nogi Abrahama w przejrzystej wodzie (później wody tej używała do robienia zupy), wycierała je długimi, jedwabistymi włosami i piekła wspaniałe pasztety łatwe do żucia nawet bezzębnymi ustami. Biedna idiotka!...



Tematy łącznie: 6
Posty łącznie: 82
Użytkownicy łącznie: 8
Obecnie online jest (zarejestrowanych użytkowników): Nikt crying smiley
 
 
Dziękuję Wszystkim za przybycie na moją stronę.
Mam nadzieję, że chociaż część z odwiedzających zaciekawił ten temat i będą powracać co jakiś czas.
Ta strona powstała z myślą o Was i też dzięki
Wam będzie trwała... Ja ze swojej strony postaram
się aby nie zbrakło na Niej tematów - Pozdrawiam, Mariusz :)
 
Z góry chciałbym także przeprosić za reklamy edytowane na górze strony. Nie są one przeze mnie w żaden sposób kontrolowane i nie odpowiadam za ich treść. Mariusz
 
 
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
 
Stronę odwiedziło już 22732 odwiedzający (39700 wejścia) dziękuję
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja