|
|
 |
=> Nie jesteś jeszcze zarejestrowany?
Forum - Pismo NieŚwięte czyli przygody Boga i małego Jezuska
Maniek (82 postów dotychczas) | | 1. Pewnego dnia Abraham zawołał przed swe oblicze najstarszego sługę i rzekł:
2. "Eliezerze, wierny sługo, posłuchaj jakie mam zmartwienie i co spędza mi sen z
powiek:
3. Izaak, mój mały, ulubiony syn, zaczął ostatnio zadawać pytania o kwiatki, motylki i kapustę, w której podobno rodzą się dzieci. Daje to do myślenia...
4. Wyraźnie widzę, że jego niewinna dusza otwiera się ku tajemnicy Stworzenia, myślę
więc, że nadszedł czas, aby poinformować go delikatnie o tych sprawach - zbliża się
przecież do czterdziestki.
5. Dobrze też pomyśleć o ożenku.
6. Nie ma mowy, żeby wziął jakąś dziewczynę stąd, gdyż są to same bezwstydnice i rozpustnice, o czym mogę najlepiej zaświadczyć - każdej proponowałem kopulację i wszystkie, począwszy od niedojrzałych aż po bezzębne, od Morza Martwego do Morza
Niebieskiego, zgadzały się z ochotą. A wiele nawet mi w tym pomagało.
7. Udasz się do kraju mego pochodzenia, do odległej Mezopotamii, w której mieszkają jeszcze ludzie z mego plemienia i powiesz im, że Abrahamowi, synowi Teracha, powiodło się w życiu i że prosi o najpiękniejszą i najbogatszą dziewczynę dla swego syna.
8. Idź i wybierz ją z największą pieczołowitością! Zajrzyj w usta, sprawdź uzębienie, uważnie obejrzyj pod światło intymną bieliznę, upewnij się, że jest dziewicą i nie zapomnij spróbować zębami każdego talara z posagu, by wykryć te zrobione z ołowiu.
9. Idź, wierny sługo, a napij się wody, ponieważ droga będzie długa!"
10. Eliezer wsadził rękę Abrahamowi pod szatę, położył na męskości i przysiągł, że będzie postępował w myśl danych poleceń.
11. Wziął dziesięć wielbłądów i udał się w drogę.
12. Eliezer był stary, a wielbłądy przyprawiały go o chorobę morską. Gdy skręcili za róg, zapytał starej kobiety, która stojąc sikała przy drodze: "Czy to jest Mezopotamia?"
13. Ponieważ żuł zbyt gorące kasztany, które parzyły go w podniebienie, mowę miał
niewyraźną. Staruszka zrozumiała, iż właściciel dziesięciu wielbłądów proponuje jej kopulację.
14. Odpowiedziała: "Oczywiście, mój piękny panie. Każ wielbłądowi klęknąć, bym mogła się do ciebie wdrapać".
15. Ona z kolei żuła orzeszki arachidowe, dwanaście bananów, osiem jajek, dwie miarki mąki, garść daktyli, trzy wędzone śledzie i baranią głowę pieczoną na pistacjach - wszystko, co zdołała ukraść sklepikarzowi i zachomikować w policzkach, by nie dać sobie tego odebrać - ponieważ zaś żuła pospiesznie, mówiła niewyraźnie i Eliezer sądził, że powiedziała "Tak".
16. A że Eliezer bardzo pragnął usłyszeć: "Tak", więc wszystko dobrze się składało.
17. Ucieszył się, że dotarł do Mezopotamii. Stwierdził, iż jest to piękny kraj. i zaczął zastanawiać się, jak znaleźć bez zbytniej fatygi młodą dziewczynę mogącą zadowolić jego Pana.
18. I oto co zrobił: stanął w pobliżu studni o godzinie, o której dziewczęta zazwyczaj czerpały z niej wodę.
19. "O Panie!" - westchnął - "Spraw, by dziewczyna, której powiem: "Nachyl mi dzban twój, abym się mógł napić" odpowiedziała: "Pij, a i wielbłądy twoje napoję".
20. Spraw, by to młode dziewczę było tą, którą przeznaczysz dla Izaaka. Nie każ mi długo czekać...
21. Chciałbym wrócić i położyć się spać."
22. Zanim przestał się modlić, nadeszła Rebeka - córka Betuela, syna Milki, żony Nahora, szła z dzbanem na ramieniu.
23. Napełniła dzban. Eliezer podbiegł do niej i poprosił: "Daj mi się napić wody z twego dzbana, bym mógł ugasić pragnienie".
24. Rebeka zdumiała się, woda w studni należała do wszystkich, a starzec o brodzie poplamionej żółtkiem jajek miał u pasa bukłak, którym mógł zaczerpnąć wody.
25. Pomyślała: "To z pewnością dobra wróżka przebrana za starego obrzydliwca wystawia mnie na próbę. Jeśli odmówię. zamieni mnie w ropuchę. Jeśli dam mu pić, dostanę księcia z bajki w podarunku, a może nawet wisiorek do kluczy".
26. Przechyliła dzban i wlała mu wodę w usta mówiąc: "Pij, starcze, niech sprawi woda, że twarz twa będzie jak ma kibić młoda..."
27. "... a fałdki mej bródeczki jak skóra twej dupeczki" - odparł Eliezer, był bowiem dobrze wychowany.
28. Niestety, nie zamienił się w piękną wróżkę i rozczarowana Rebeka prychnąwszy:
"Pfe!..." zaczęła zbierać się do odejścia. Pospiesznie zwrócił się do niej:
29. "O, młoda panienko, załóżmy, że powiedziałaś: "Miły starcze, twoje wielbłądy również chcą pić, chętnie naleje im wody mymi białymi rączkami" Rebeka na to: "Ależ, starcze, twoje wielbłądy mogą same napić się z koryta, tak jak to robią wszystkie inne wielbłądy".
30. Eliezer: "Piękna panienko, przyjmijmy, że to kaprys. Proszę, cię, powtórz moje słowa". Rebeka westchnęła: Lofff..." i wyrecytowała: "O dobry starcze, twoje wielbłądy z pewnością chcą pić, chętnie naleję im wody mymi białymi rączkami".
31. Eliezer: "No i proszę. Wszystko w porządku. Teraz, dzieweczko, nalej im wody swymi białymi rączkami". Rebeka chciała już odpowiedzieć: "No, nie, co ty sobie właściwie wyobrażasz!", ale przestraszyła się kija, który starzec dzierżył w dłoni, i napoiła wielbłądy.
32. Wówczas Eliezer ukorzył się przed Panem, podziękował za wysłuchanie modlitwy, kazał się prowadzić do domu rodziców Rebeki i poprosił o jej rękę dla Izaaka. Wyjaśnił, że Izaak będzie miał tyle a tyle wielbłądów, tyle a tyle baranów, namiotów, służących i
połowę wszystkich srebrnych łyżeczek.
33. Rodzice Rebeki odparli: "Zastanowimy się". Bo nie chcieli pokazać, że cieszą się na myśl o pozbyciu się córki z domu. "No, ręka!" - zgodzili się w końcu.
34. Ale wtedy Eliezer zawołał: "Chwileczkę!" Otworzył Rebece usta, by sprawdzić jej uzębienie, wskoczył na plecy, by wypróbować odporność, trzepnął w kolano, by sprawdzić odruchy, walnął pięścią w żołądek - ot tak dla przyjemności, zważył w ręku piersi, pomacał zad, powąchał bieliznę, kazał przebiec się wokół podwórza, wsadził palec w oczy, by sprawdzić, czy któreś nie jest szklane, zapytał: "Dwa razy dwa to ile?", kazał
upiec barana, uprać bieliznę, zarżnąć świniaka, przyjąć rodzącego się cielaka, postawić bańki, pomóc pijakowi wyrzygać się, wymyć mu nogi w pachnących olejkach i wysuszyć długimi włosami, zatańczyć zmysłowo, podnieść szpilkę bez zginania kolan, ugasić pożar, wyciągnąć drzazgę spomiędzy palców u nóg bez łaskotania, zachować czystość wśród wszelkich rozpustnych pokus, zagrać na lutni jednocześnie mieszając zupę, zmieniając
pieluszki dziecku i przeżuwając kęsy strawy wsuwane następnie w bezzębne usta
wiernego sługi.
35. Ponieważ Rebeka zdała egzamin na piątkę, Eliezer zawołał: "Ręka!" i podarował jej grubą, wspaniałej roboty, złotą bransoletę wysadzaną szlachetnymi kamieniami. Była ona tak ciężka, że gdy się ją wkładało, trzeba było mieć pod ręką wielbłąda, by na nim oprzeć dłoń.
36. Rebeka doszła do wniosku, że za jednym zamachem trafił jej się książę z bajki i wisiorek do kluczy. Przebaczyła więc Eliezerowi, że nie zamienił się w piękną wróżkę.
37. I razem odjechali do domu Abrahama. Izaak, ujrzawszy piękną młodą dziewczynę
siedzącą na wielbłądzie, która w dodatku miała być tylko i wyłącznie dla niego, zaczął się wiercić jak fryga. Od tego kręcenia stał się szerszy niż wyższy, a uszy nieprzerwanie trzepotały mu jak rzęsy przerażonej sarenki,
38. Przebiegł trzy razy naokoło podwórza, zaryczał jak słoń w czasie rui, przeszedł się na rękach, wlazł na sufit, zjadł pluszową zasłonę i waląc tyłkiem o ziemię pobiegł schować się do studni.
39. W końcu stanął przed Rebeką, twarz miał czerwoną jak słońce zachodzące za górą Hermon, a palcami skubał rąbek odzienia.
40. Jego męskość wypychała szatę z przodu i zdawało się, że to sztandar dumnie niesiony na czele armii.
41. Wtedy Abraham pobłogosławił ich oboje. Izaak zabrał Rebekę do namiotu Sary, zmarłej matki, i stało się, co miało się stać. | | | | Maniek (82 postów dotychczas) | | ROZDZIAŁ 9
STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Już od kilku rozdziałów przygody Stwórcy mieszają się z rodzinnymi sprzeczkami u
Abrahama i jego potomstwa. Wszystko zajeżdża zupą grochową i kocim moczem.
Wydaje się, że Bóg traci poczucie wielkości. Czyżby boskie przymioty naszego bohatera
zanikały? Czy potrafi zaradzić temu na czas?
1. Abraham żył sto siedemdziesiąt pięć lat.
2. A potem ku ogólnemu zdumieniu umarł. I tyle.
3. Tymczasem Rebeka, żona Izaaka, okazała się bezpłodna, więc Izaak postanowił
pomodlić się do Stwórcy,
4. Który szepnął mu coś na ucho, aż Izaak poczerwieniał na twarzy.
5. Wieczorem powtórzył na ucho Rebece to, czego dowiedział się od Stwórcy. Z kolei
Rebeka zrobiła się cała czerwona,
6. I odszepnęła Izaakowi: "Widzisz, dobrze mi się zdawało, to nie było od tej strony... Ale ty jesteś bardziej uparty niż osioł..."
7. I okazało się, że Rebeka nie jest już bezpłodna. I poczęła
8. W jej wnętrzu licznie stłoczone potomstwo kręciło się jak kocięta po dywanie, od czasu do czasu napinając skórę jej brzucha.
9. Kiedy nadszedł czas porodu, wyszła z niej duża czerwona gąsienica.
10. Wszyscy obecni dostali torsji, krew zamieniła im się w jogurt, a dzień utracił piękno w ich oczach.
11. Położna zawołała, że po raz pierwszy w swej karierze widzi coś równie szokującego,
12. A przecież przyjmowała porody nawet bardzo dystyngowanych dam, no choćby żony
urzędnika podatkowego...
13. Czy naprawdę warto jest tak wywyższać się i podobnymi świństwami psuć apetyt
uczciwym ludziom?
14. Gdyby wiedziała, kazałaby zapłacić sobie z góry, bo ryczałt tego nie obejmował...
15. Nie mówiąc o tym, że czuje nadchodzący atak alergii, gdyż nadmiar emocji zawsze wywoływał u niej alergię, nawet kiedy co wieczór moczyła nogi w ciepłej wodzie z solą i szklanką octu. Nie ma nic lepszego na krążenie, kiedy cały dzień, tak jak ona, ma się odpowiedzialną pracę.
16. Rzecz, która wyszła z brzucha Rebeki, okazała się wielkim noworodkiem porośniętym długim, rudym włosem.
17. Wyglądał jak mały, łakomy niedźwiadek wyciągnięty z kociołka pełnego
porzeczkowej konfitury...
18. Ponieważ położna wcale się nim nie zajmowała, wyszedł sam na czworakach
podśpiewując pijacką piosenkę.
19. Za nim wysunął się brat bliźniak, trzymając go za piętę, dlatego nazwano go Jakub, co znaczy: "Ten, który trzyma Ezawa za piętę".
20. Rudzielca zaś nazwali Ezaw, co znaczy: "Ten, którego Jakub trzyma za piętę".
* * *
1. Lata mijały, dzieci rosły.
2. Ezaw stał się zręcznym myśliwym i całe dnie biegał po polach w poszukiwaniu śladów zwierzyny. Bezbłędnym węchem odróżniał drobne, czarne gówienka delikatnych sarenek od ogromnych, rzadkich placków nosorożca. Nie było w tym nic dziwnego, to był jego
zawód.
3. Gdy wchodził do wioski, małe dzieci chowały się pod spódnice matek, bo owłosiony był jak tur, czerwony jak głóg, silny jak byk i pyskaty jak ksiądz, który znalazł na tacy ołowianą monetę zamiast prawdziwej.
4. Zapach jego potu był tak silny, iż pod koniec dnia obezwładniał w locie królewskiego orła bujającego w obłokach i biedny ptak spadając jak wór kamieni wzdychał: "Na nosa musi być siedemnasta" i zawsze były to jego ostatnie słowa.
5. Oczywiście Ezaw nic o tym nie wiedział i uważał się za pięknisia. Był bowiem głupi. Ale za to szczęśliwy.
6. Jego brat, Jakub, wolał spędzać czas w chłodnej kuchni na przygotowywaniu
wyrafinowanych dań, był bowiem łakomczuchem.
7. Ich ojciec większym uczuciem darzył myśliwego Ezawa, bo ten przynosił do domu
najprzeróżniejszą zwierzynę, a Izaak lubił dobrze skruszałą dziczyznę.
8. Wokół jego namiotu kruszały zawieszone na słupkach udźce danieli, combry antylop,
szyje żyraf, ozorki słowików i udka żabie.
9. Niezliczone stada końskich much brzęczących swój hymn miłosny okalały je, tworząc kopułę błyszczącą w słońcu tysiącem złotych i szmaragdowych blasków.
10. W ciszy gwiaździstej nocy słychać było kopulujące muchy, które dzięki wpojonej im dyscyplinie jednocześnie wydawały donośny krzyk muszego orgazmu,
11. A od świtu tysiące muszych larw o wesołych oczkach zaczynały zabawiać się w swe niewinne zabawy.
12. Aż w końcu przychodził dzień, w którym mięso spadało na ziemię. Znaczyło to, iż jest dobrze skruszałe. Izaak polecał przyrządzać je z białym winem, cebulką i rozkoszował się jego smakiem.
13. Dlatego właśnie lubił Ezawa.
14. Rebeka natomiast nie miała do niego serca na skutek kłopotów z wątrobą. Ponadto Ezaw zawsze włóczył się po miejscach pełnych błota i kolców, brudził się, darł ubrania i wciąż trzeba było prać i cerować jego rzeczy.
15. Jakub, drugi syn, siedział w domu i grzecznie pomagał mamie w łuskaniu grochu.
Rebeka wolała więc Jakuba.
16. Któregoś wieczoru Ezaw wrócił do domu z polowania, czołgając się po ziemi ze
zmęczenia
17. Wysuszony język zwisał mu z ust i prawie obrósł włosem, tak chciało mu się pić.
18. Z brzucha dobywały się odgłosy przypominające bociana ze złością klekotającego dziobem. To pusty żołądek dopominał się pożywienia.
19. Jakub przygotował właśnie danie z soczewicy, postawił je na stole i poszedł po coś do picia. Szczur, amator soczewicy, wskoczył do miski i utopił sigm Jakub, ujrzawszy jego wystający ogon, nie miał już ochoty na soczewicę. Wziął miskę z zamiarem wyrzucenia zawartości do gnojówki i właśnie w tym momencie wszedł Ezaw.
20. Ezaw ujrzał miskę trzymaną przez brata i zawołał: "Daj mi, proszę cię, o bracie, tej soczewicy, ponieważ jeśli zaraz czegoś nie zjem, umrę".
21. Na co Jakub: "Oczywiście, bracie, z całego serca, nie pozwolę, by mój brat umarł z głodu. Czy masz czym zapłacić?"
22. Ezaw: "Nie. Polowanie nie udało się, jestem przegrany".
23. Jakub: "Szkoda. Pewien jestem, że będzie mi cię brak." I podszedł do kupy gnoju.
24. Nagle zatrzymał się, odwrócił i powiedział: "Ale przecież masz czym zapłacić. Jesteś pierworodny. Dziedziczysz po ojcu. Odstąp mi twój przywilej, a soczewica będzie twoja."
25. Ezaw zaczął się mozolnie zastanawiać, bo nie wszystkie skomplikowane rzeczy
rozumiał od razu, ale Jakub dodał: "Pospiesz się z decyzją, jeśli masz zamiar zjeść ją, zanim ostygnie!"
26. Ezaw: "O bracie, jakiś ty dobry i jak szybko myślisz! Wydawało mi się, że nie ma
wyjścia, że będę musiał umrzeć z głodu. Ty jednak, z miłości do mnie, znalazłeś
rozwiązanie!"
27. Jakub: "Nie gadaj tyle, o bracie, powiedz: tak lub nie!" Jednocześnie wyciągnął rękę i zaczął wylewać soczewicę do gnojówki.
28. Ezaw zawołał: "Zaczekaj, bracie! Zgadzam się! Zaczekaj! Mówię: tak! Zaczekaj! Tak!" I powtórzył to jeszcze dwanaście razy.
29. Jakub: "Zaraz mi przysięgnij!" Ezaw mu przysiągł. Jakub dodał: "Podnieś dłoń i
spluń!" Ezaw podniósł dłoń i jego ślina odbiła się od ziemi jak kamień, tak była sucha.
30. Jakub: "Buru, buru, taku, taku, jeśli kłamiesz marsz do piachu!"
31. I dodał: "Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera - tak powiedział dobry Bóg - jak nie kijem go, to pałką".
32. Następnie dał Ezawowi miskę z soczewicą. Ten zjadł, popił, beknął, otarł usta rękawem i podłubał szczurzym ogonem w zębach.
33. Odchodząc pomyślał, że oszukał Jakuba, ponieważ ten mały intrygant sprzedał mu soczewicę za prawo pierworództwa nie wiedząc, że w środku był szczur. Ezaw za tę cenę miał więc soczewicę, i szczura. Uważał, że zrobił bardzo dobry interes.
34. Przez całą drogę podśmiewywał się z cicha. Jakub również śmiał się, a Stwórca na wysokościach zastanawiał się, dlaczego obaj są tacy zadowoleni. Nie było to normalne, musieli coś zbroić.
35. Przyszło mu do głowy, że takie małe coś w rodzaju Sodomy i Gomory nie byłoby
może złym pomysłem. Pokazałby, że On wie o wszystkim. Jeśli nie miałoby pomóc, to w
każdym razie nie mogło zaszkodzić. Potem zajął się czym innym, i cóż, tym razem nie
było ani potopu, ani deszczu ognistego, ani cholery. No, przynajmniej nie bardziej niż zazwyczaj.
* * *
1. Izaak posunął się w latach. Pająki starości utkały pajęczynę zmarszczek na jego twarzy, w którą złapały się muchy katarakty i zasłoniły mu oczy.
2. Po prostu nie widział już tak dobrze jak w młodości.
3. Pewnego dnia zawołał Ezawa, ulubionego syna, i powiedział: "Synu mój!" a kiedy ten odezwał się: "Jestem, stary durniu!"
3.1 Izaak: "Bądź po tysiąckroć błogosławiony, mój pełen atencji synu". Pszczoły głuchoty bowiem zatkały miodem jego uszy.
4. I dodał: "Jestem stary i choć co wieczór mam nadzieję, że rano obudzę się nieco młodszy, zawsze dzieje się odwrotnie. Jeśli tak będzie dalej, to obawiam się, że to się źle skończy.
5. Chciałbym, póki moje brodawki smakowe są jeszcze w stanie odróżnić comber zajęczy od sowiego gówna, abyś uraczył mnie czymś naprawdę niecodziennym,
6. Na przykład dwoma sarniątkami pieczołowicie marynowanymi w ziołach z dużą ilością czosnku i gdzieniegdzie kilkoma goździkami.
7. I żeby podano je wdzięcznie klęczące na półmisku. Nie zapomnij pomalować im
długich rzęs, przyczernić konturów skośnych oczu arabskim czernidłem i umieścić w perłowych ząbkach świeżo zerwanych czerwonych róż.
8. A przede wszystkim - przede wszystkim! - muszą być delikatne, bo w mych dziąsłach tkwi już tylko jeden ząb, w dodatku chwiejący się, jak chwieje się serce krowiego dzwonka, i raniący me policzki.
9. Idź, synu! I obudź mnie, jak wszystko będzie gotowe. Wtedy z całego serca
pobłogosławię cię i umrę zadowolony. W aromatycznym beknięciu oddam duszę Bogu, a
ty odziedziczysz spadek. Ale pospiesz się, ponieważ czuję, że nie pociągnę długo".
10. Ezaw odparł: "Słucham i jestem posłuszny". A następnie wziął łuk i kołczan i pogwizdując udał się na polowanie.
11. Przez cały czas Rebeka schowana za węgłem podsłuchiwała, o czym rozmawiają. Gdy skończyli, pobiegła odnaleźć Jakuba, swego ukochanego syna.
12. Rzekła mu: "Idź, weź dla mnie z trzody dwa dorodne koźlęta najdelikatniejsze jakie znajdziesz. I pospiesz się!" Na co Jakub odparł: "Słucham i jestem posłuszny". I przyniósł dwa nowo narodzone koźlęta. Rebeka zarżnęła je i przygotowała dokładnie tak, jak życzył sobie Izaak.
13. Następnie wzięła skóry koźląt i włosem na zewnątrz owinęła ręce, twarz i szyję Jakuba.
14. Przebrała go w najlepsze szaty Ezawa.
15. Utłukła w moździerzu dwanaście główek czosnku, siedem baranich jąder, dwa krowie
łajna, osiem zgniłych jaj, dwie miarki kociego gówna i wiele innych równie
aromatycznych składników. Tym pachnidłem namaściła syna.
16. Ugniotła kulkę z owczej wełny i wsadziła mu ją do gardła. Jakub zaczął pokasływać "Khe, khe, khe..." i głos jego stał się szeleszczący jak słoma.
17. Jakub upodobnił się do Ezawa. Był tak samo ubrany jak Ezaw, pachniał jak Ezaw i
głos miał taki jak Ezaw.
18. Rebeka wsadziła mu w ręce półmisek z koźlętami przygotowanymi tak, jak sobie
życzył jej mąż, i kazała Jakubowi zanieść je ojcu mówiąc, co ma powiedzieć.
19. Jakub przestraszył się: "O matko! Jeśli ojciec mnie pozna, ojojoj!... zrobi z nas marmoladę!" Ale Rebeka odparła: Wtedy niech to spadnie na mnie. Idź!" Jakub: "W
porządku". Rebeka wepchnęła go więc do pomieszczenia, w którym spał ojciec.
20. Jakub podszedł do niego i powiedział: "Ojcze!" Izaak obudził się: "Słyszę, któryś ty jest, synu mój?"
21. Jakub przełknął ślinę: "Khe, khe, khe... Jestem... widzisz, że jestem ojcze. Nie rozpoznajesz swego synka? Khe, khe, khe..."
22. Izaak: "Synu!... Poznaję cię i nie poznaję zarazem. Cuchniesz jak Ezaw, włochaty jesteś jak Ezaw, głos masz targający wnętrzności jak Ezaw, twe niedzielne szaty pokryte są plamami, żółtkiem jaj i płynem nasiennym jak szata Ezawa...
23. Ale serce mam pełne wątpliwości, gdyż nie nazywasz mnie starym durniem i starym
bydlęciem, jak ma zwyczaj czynić Ezaw pewny mej głuchoty. Brak mi tego, pyskaty i niegodny synu; obawiam się, byś nie upodobnił się do wstrętnego chuderlaka Jakuba. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazał się pedałkiem".
24. Jakub: "Khe, khe, khe... Ty stary bydlaku!" Izaak uspokoił się od razu, uśmiechnął starczymi ustami - nawiasem mówiąc, nie był to wcale piękny widok.
25. Jakub dorzucił: "Ty bydlaku, ty stary durniu, stary głupcze, zastarzały wrzodzie, stary rupieciu, stara zdziro, kupo gnoju, ty szmato i stara małpo!... Zrobiłem, o co mnie prosiłeś. Siadaj, napchaj się po dziurki w nosie i wyduś to swoje błogosławieństwo. I oby cię szlag trafił! A jeśli ci nie smakuje, wypchaj się sianem! Khe..."
26. Zadowolony Izaak poczuł jak ślina cieknie mu po brodzie, zasiadł do stołu i zawiązał serwetę pod szyją mówiąc: "Jak udało ci się zdobyć tak szybko zwierzynę?" Jakub odparł: "Pan, Bóg twój, sprawił, że tak mi się właśnie zdarzyło".
27. Było to grubymi nićmi szyte kłamstwo, Jakub spoglądał więc w niebo oczekując, że
sklepienie niebieskie rozewrze się i że grom spadnie mu na głowa Już, już otwierał usta chcąc powiedzieć: "Stwórco, to nie ja, to mama wszystko wymyśliła. Ukarz ją, tylko ją, ona się zgadza, sama mi to mówiła"
28. Ale sklepienie niebieskie nie rozwarło się i Jakub zrozumiał, że wszystko, co mu opowiadano na temat kłamstwa grzechu i gniewu bożego, to banialuki i temu podobne. Jest się pupilkiem Stwórcy albo nie - i tylko to się liczy.
29. Tymczasem Izaak pałaszował koźlęta Skończył bardzo szybko, bo wszystkie kęsy
łykał bez gryzienia. Wypił łyk wina, beknął i westchnął: "Uff... teraz mi lepiej!..."
30. Odwrócił się do Jakuba i rzekł: "Czy naprawdę jesteś mym synem Ezawem? Na co
Jakub: "Ojcze, przez cały czas ci to mówię" Izaak: "Zbliż się i pocałuj mnie mój synu".
31. Jakub zbliżył się i pocałował go. Gdy Izaak poczuł woń jego szat dając mu
błogosławieństwo mówił: "Oto woń mego syna jak woń pola, które błogosławił Pan
32. Na których dwieście lub trzysta koni kończy się rozkładać.
33. Niechaj Bóg obdarzy cię rosą niebiańską i solą ziemi, i obfitością płodów, i najlepszymi winami,
34. Niechaj różne ludy służą ci a narody pokłon ci oddają, bądź panem twych braci i niech synowie twej matki pokłon ci oddają,
35. Ktokolwiek będzie cię błogosławił, niech będzie błogosławiony, a kto będzie ci złorzeczył, niech będzie przeklęty Kto zaś wstrzyma się od głosu, niech na wszelki wypadek równie będzie przeklęty.
36. I Jakub poszedł sobie bogatszy o piękne błogosławieństwo. Przynajmniej tyle zyskał.
***
1. Zaraz po odejściu Jakuba wrócił z polowania Ezaw.
2. Był wykończony. Musiał długo uganiać się za zwierzyną, by znaleźć dwa koziołki
dokładnie takie, jakich sobie życzył Izaak.
3. Był też cały poobijany, gdyż rodzice koziołków mieli rogi twarde, a kopytka ostre.
4. Ezaw upiekł koziołki, starannie przyprawił i zaniósł ojcu mówiąc: "O mój ojcze! o stary dziurawy kapciu! o wyszczerbiony nocniku, masz, czego chciałeś! Napchaj sobie bęben,
byle szybko! I wypluj to błogosławieństwo! Mam co innego do roboty, ty stare pudło, niż
zajmować się tobą!"
5. Izaak zaniepokojony chciał wiedzieć: "Kto ty jesteś?" Ezaw na to: "Do diabła, jam twój
syn pierworodny, Ezaw. Coś jakby ci się pogorszyło!... Chyba będę musiał sprawdzić, czy wszystkie srebrne łyżeczki są na swoim miejscu".
6. Izaak domyślił się, że gdzieś popełnił błąd i zaczął rwać sobie włosy z głowy i
krzyczeć: "Kim więc był ten, co przyszedł przed chwilą, ubrany jak ty, śmierdzący jak ty i mówiący, że jest tobą? Kim on był, jeśli nie tobą?! Już raz nakarmiłeś mnie koziołkami, a ja dałem ci moje błogosławieństwo! Nigdy nie potrafię powtórzyć tak udanego
błogosławieństwa. Powinienem był je zapisać i nauczyć się na pamięć. Czy przypadkiem nie starasz się wyłudzić ode mnie drugiego błogosławieństwa?
7. Uprzedzam cię, nie mam ochoty na sarninę. Wydaje mi się, że nawet się przejadłem. Nic już nie przełknę. Brrr... chyba pochorują się... A tak chciałem umrzeć zdrowy! Zabierz ten półmisek sprzed moich oczu, niech nikt więcej nie wspomina mi o sarninie, pfuj!..."
8. Ezaw zrozumiał, że zamiast niego pobłogosławiony został jego brat, Jakub, i że on otrzyma spadek po ojcu.
9. Jęknął głośno i rozpaczliwie. Zwrócił się do Izaaka: "Daj i mnie błogosławieństwo, ojcze!" Na co Izaak odparł: "Nie mogę. Wymieniam zawsze błogosławieństwo na potrawę z sarniny. Ponieważ nie potrzebuję już sarniny, nie mogę obdarzyć cię
błogosławieństwem".
10. I dodał, aby pocieszyć Ezawa: "Mój biedny chłopcze! Pogódź się z tym, że jesteś duży i głupi".
11. Ezaw rozpłakał się. Łzy płynęły po brudnej twarzy czarnymi potokami, smarki z nosa spadały na brodę, jego pies płakał wraz z nim, a wszystkie okoliczne psy wtórowały im donośnie, i koty również, i woły, i barany, i wielbłądy, i staruszki, i wszyscy garbaci, i wszyscy kulawi, i wszyscy rogacze, i wszyscy żandarmi, i wszyscy ci, którzy nic nie mieli lepszego do roboty w danym momencie.
12. Potem Ezawowi przyszła do głowy pewna myśl: "Wezmę duży kamień i spuszczę go
na łeb memu bratu. Łeb mu pęknie i on umrze. A mnie się dostanie spadek i
błogosławieństwo.
13. Hip, hip, hurrra!..."
14. Ezaw przestał płakać i poszedł sobie.
15. Ale psy, koty, staruszki, rogacze i wszyscy inni nie spostrzegli, jak odchodził, i w dalszym ciągu zawodzili, i zapewne wciąż jeszcze zawodzą. | | | | Maniek (82 postów dotychczas) | | ROZDZIAŁ 10
STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Podstępem i szalbierstwem Jakub pozbawił Ezawa prawa pierworództwa i ojcowskiego
błogosławieństwa. Czy zbrodnia zostanie ukarana? Nie, bo Jakub jest ulubieńcem
Stwórcy.
1. Rebeka dowiedziała się, co Ezawowi przyszło do głowy, odnalazła Jakuba i rzekła mu: "Brat cię szuka. Ręce ma wzniesione nad głową i trzyma w nich kowadło, które z pewnością spuści ci na głowę, gdy cię znajdzie,
2. „Przynajmniej tak mi się wydaje".
3. Dodała też: "Uchodź do brata mego, Labana. Nim wrócisz, Ezaw zdąży zapomnieć o wszystkim, bo jego móżdżek wypełnia niewielką przestrzeń między uszami".
4. Jakub udał się więc w drogę do wuja Labana. Jeszcze długo po jego odejściu Ezaw szukał go, trzymając kowadło nad głową, a kowal biegł za nimi wrzeszcząc: "Moje kowadło!" I obtłukiwał mu plecy młotem. Ezaw wcale nie zwracał na to uwagi i biegli tak jeden za drugim po całej okolicy.
5. Tymczasem Jakub zatrzymał się na noc. Naszykował kamień, by móc złożyć na nim
głowę, do małego zagłębienia w kamieniu wsadził puchowe piórko - i już miał puchową poduszkę. Nie ma to jak wygoda! Przyłożył głowę do poduszki i zasnął.
6. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili w dół.
7. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: "Jakubie, czy rozumiesz, co oznacza sen, który na ciebie zesłałem, abyś zrozumiał, to co jest do zrozumienia?"
8. Jakub: "Niech będzie pochwalone imię Stwórcy! Wszystko zrozumiałem bardzo dobrze: chcesz bym wynalazł drabinę, więc ci mówię - dzięki, o Panie, ta drabina to rzeczywiście przydatna rzecz i będzie stanowiła krok milowy w cywilizacji. Łakome dziecko nie będzie zmuszone podskakiwać, aby dosięgnąć słoika z konfiturami na górnej półce szafy, lokator z siódmego piętra nie będzie musiiał, pragnąc wrócić do siebie wspinać się po fasadzie wczepiony paznokciami w mur, a strażak będzie miał nareszcie coś do wożenia swym pięknym, czerwonym samochodem o szybko kręcących się kołach i wyjącej syrenie...
9. I oto właśnie mnie wybrałeś, Panie, do przekazania tego dobrodziejstwa ludziom, mym braciom. Cóż za zaszczyt! Stanę się fabrykantem drabin, będę miał wyłączność i zgarnę dużo pieniędzy. Dzięki ci, o Panie, dzięki!"
10. Jakub dorzucił jeszcze: "Jest jednakże coś, co nie bardzo pojąłem". Stwórca zapytał: "Co?"
11. Jakub: "Nie nadużywając twojej cierpliwości, o Wiekuisty, dlaczego anioły chodzą bez przerwy po tej drabinie?"
12. Stwórca: "Dla symbolu, Jakubie, ponieważ jest to symboliczny sen."
13. Jakub: "No, proszę!"
14. I dodał: "No, tak, wszystko staje się jasne. A co to takiego symbol, o Panie?"
15. Stwórca: "Hmmm... Symbol... to znaczy, że drabina jest pomiędzy Tobą i mną, a kręcące się anioły oznaczają, że jeśli chcesz wpaść, by mnie pozdrowić, to wystarczy wdrapać się na drabinę. No coś w tym rodzaju..."
16. Jakub zastanowił się i znów zapytał: "Ale do czego aniołom potrzebna jest drabina, jeśli im dałeś skrzydła?"
17. Wówczas Stwórca podrapał się w nos, a aniołowie zatrzymali się i zaczęli zdumieni spoglądać po sobie. Następnie wybuchneli śmiechem, spojrzeli ku górze na Stwórcę, po czym zaczęli po cichu nabijać się z niego, chowając głowy pod skrzydła.
18. Stwórca zmarszczył brew, a aniołowie od nowa podjęli marsz po drabinie,
wyśpiewując hymny pochwalne na cześć Pana.
19. Stwórca westchnął i zwrócił się do Jakuba: "No cóż, jesteś raczej fizyczny, ale i takich nam potrzeba".
20. Jakub: "O Panie, czy ten sen nie ma jakiegoś ukrytego sensu? Czy przypadkiem nie oznacza, że uroczyście odnawiasz przyrzeczenie dane memu dziadkowi, Abrahamowi i memu ojcu Izaakowi, przyrzeczenie, w którym zapewniałeś, że mój ród zawładnie całą ziemią, że me potomstwo obfitować będzie w królów, cesarzy, miliarderów, striptizerki, cielęta o dwóch głowach i inne podobne sławne postacie?"
21. Stwórca westchnął ponownie: "Przyjmijmy, że o to właśnie chodziło, i nie mówmy już
o tym". I oddalił się zmęczonym krokiem.
22. Jakub, przekręciwszy się na drugi bok, wsadził kciuk w usta i zasnął. Rano wytrzepał piórko, schował je do zawiniątka z myślą o następnej nocy, ustawił pionowo kamień. Polał go odrobiną świętej oliwy (1) i poświęcił Wiekuistemu na pamiątkę ponownej obietnicy.
23. I rzekł: "Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb, mięso, ubrania, piękne kobiety, bogactwa, zdrowie, przyjaciół znających wiele śmiesznych dykteryjek i grających w pokera na tyle dobrze, by gra była interesująca, ale nie tak wspaniale, bym nie wygrywał za każdym razem, i ładną pogodę, kiedy mam ochotę iść na ryby...
24. Jeśli tego wszystkiego dotrzyma, z pewnością będzie moim Bogiem. I wówczas
kamień, który wzniosłem na pamiątkę będzie domem Boga. Będę ci, o Panie, odpalał dolę od wszystkiego, co dzięki Tobie zdobędę. Będziesz miał wychodne raz w tygodniu, nowy fartuszek na Nowy Rok i prawo do wylizywania półmisków po obiedzie.
25. Taki już jestem: serce na dłoni.
26. Ale jeżeli będę musiał, o Panie, radzić sobie sam w życiu jak jakiś zwykły śmiertelnik, to miej się na baczności. Bogów nie brakuje".
27. W ten oto sposób Jakub wystawił Boga na próbę
28. Zdecydował też na pamiątkę owego dnia miejsce to nazwać Betel, co znaczy
"wszystko jedno gdzie, bo to i tak nie ma znaczenia". Poprzednio miejsce to zwało się Luz, co w ogóle nic nie znaczy.
29. Po czym Jakub wytarł palcami nos, raz z prawej, raz z lewej, podrapał się pod
pachami, odchrząknął, splunął pod wiatr,
30. I zakończywszy w ten sposób poranną, staranną toaletę, ruszył w drogę.
31. Na głowie niósł bociana, stojącego na jednej nodze w uwitym przez siebie gnieździe, i w promieniach wschodzącego słońca widać było, że Jakub to nie byle kto.
* * *
1. Nim Jakub opuścił dom rodzinny, Rebeka wyjaśniła mu: "Wiedz, synu, że chcąc udać
się do miejsca, w którym mieszka twój wuj Laban, a mój brat, musisz iść prosto, nie
zbaczając ani w prawo, ani w lewo, nawet na szerokość psiego gówna. Z chwilą gdy
przejdziesz siedemdziesiąt razy siedemdziesiąt tysięcy kroków plus trzy kroki, plus jeden kroczek, wtedy będziesz na miejscu".
2. Jakub dobrze wbił sobie te słowa do głowy, grawerując je w kamieniu pamięci
sztyletem bystrości.
3. Przez całą drogę liczył kroki i za każdym razem, kiedy stawiał nogę przed nogą, powtarzał: "Tyle kroków plus jeden krok, i plus jeszcze jeden" i jak łucznik o bystrym oku i żonie łasej na premie robi nacięcia na drzewcu swego łuku przy każdym ubitym nieprzyjacielu, tak Jakub jednym z rozlicznych składanych ostrzy swego noża - bardzo praktycznego modelu polecanego żyjącym w plenerze - nacinał przy każdym kroku skórę swego członka.
4. Wieczorem liczył nacięcia i kiedy okazywało się, że ma ich tyle a tyle, to oznaczało, że zrobił tyle a tyle kroków. To był bardzo dobry sposób. Nawet inteligentniejszy od sposobu łucznika, ponieważ nie było mowy o zgubieniu po drodze członka. Chyba żeby się potknął w momencie robienia nacięcia...
Wadą było swędzenie, ale nie można mieć wszystkiego raz.
5. Jakub szedł prosto przed siebie, nie przejmując się kałużami, kolcami, rzekami, górami, bykami ani domami. Wspinał się, schodził w dół, moczył się, przechodził na przełaj, ale nigdy nie zbaczał z drogi nawet na szerokość psiego gówna.
6. I żeby nie sugerować się widokiem napotkanych przeszkód, szedł z zamkniętymi
oczyma.
7. Naliczywszy sześćdziesiąt dziewięć razy siedemdziesiąt tysięcy kroków, następnie sześćdziesiąt dziewięć tysięcy sto dziewięć kroków, otworzył oczy: znajdował się na wielkim pastwisku, na którym pasterze poili stada u studni.
8. Zapytał ich: "Czy to są pastwiska mego wuja Labana, syna Nakora, a ten dom, który
widzę, jest jego domem?" Odpowiedzieli mu: "Owszem".
9. Upewnił się jeszcze: "Jak się miewa wuj Laban? A oni odrzekli: "Ma się dobrze". A on pytał dalej: "A jak się mają dobra mego wuja?" A oni odpowiadali: "Mają się świetnie, jest najbogatszym właścicielem w całej okolicy. Wszystkie stada należą do niego wraz z całą ziemią, po której stąpają, i tymi, którzy ich pilnują".
10. Jakub: "A czy przypadkiem nie ma córki na wydaniu?" Oni: "Owszem, wołają ją
Rachela. Oto ona!"
11. Rachela miała ładną kibić, a jej twarz też nie należała do najgorszych.
12. Jakub pozdrowił ją i przedstawił się, a ona pobiegła zawiadomić ojca.
13. Jakub zamknął oczy i przeszedł trzy kroki, następnie znowu trzy kroki i mały kroczek. Ze wszystkim, co już dotychczas przeszedł, było tego siedemdziesiąt razy siedemdziesiąt tysięcy kroków plus trzy kroki, plus jeden mały kroczek.
14. Zatrzymał się, otworzył oczy i stwierdził, że znajduje się w domu wuja Labana, dokładnie pośrodku jadalni.
15. Laban uściskał go, wycałował i popłakał się ze szczęścia i wzruszenia. Powiedział do Jakuba: "Przecież jesteś moją kością i ciałem. Tyś jest synem mej ukochanej siostry i wszystko, co do mnie należy, należy również do ciebie. Używaj tego do woli.
16. I dodał: "Masz zamiar długo pozostać?" | | | | Maniek (82 postów dotychczas) | | * * *
1. Jakub już od miesiąca mieszkał u Labana i dostał od niego, aby się nie nudzić, kilka stad owiec do pilnowania. Po miesiącu wuj stwierdził:
2. "Jakubie, jest napisane: własną zapłatę ma każda robota., Jesteś moim ukochanym siostrzeńcem i z pewnością nie zgodzisz się brać zapłaty za tę drobną przysługę, którą mi wyświadczyłeś, zabawiając się i wdychając świeże powietrze. Jednakże pozwalam sobie nalegać, choćby dla zasady. Nie, nie! nie protestuj! zależy mi na tym. Obraziłbyś mnie."
3. I mówiąc tak Laban zamknął portmonetkę i wsadził ją z powrotem głęboko do kieszeni.
4. Jakub odpowiedział: "O nic cię nie prosiłem, ale ponieważ pierwszy zacząłeś rozmowę, wiedz, że chcę w charakterze zapłaty dostać twoją córkę, Rachelę".
5. Laban spojrzał na Jakuba, spojrzał w niebo, spojrzał na ziemię, podrapał się w głowę i zaczął:
6. Nooo... Hmmm... tak, tak, uff... oczywiście, to twoje prawo. No cóż, cóż, cóż, cóż, cóż, cóż, cóż, cóż. Zuch chłopak! Rachela?! Hmmm, hmmm... No proszę! Uff... T'TTTak... Ja nie mówię nie. Hę, hę. Ot, tak, żeby coś powiedzieć. Hmmm, hmmm... Taaaaak. A Lea, czyś ty się chociaż jej przyjrzał? Tak między nami. Ładna sztuka, ta Lea. Fiu, fu! I czysta. Ty szelmo!... Do diabła. He, he...Ja ci mówię, no, ot tak!... Do kroćset!..."
7. Trzeba powiedzieć, że Laban miał dwie córki, jedną Rachelę, drugą Leę. I Lea była starsza.
8. Miała słodkie oczy, a jej tyłeczek był hymnem na cześć Stwórcy. Gdy siadała,
rozpościerał się i rozkwitał jak figa faszerowana miodem, którą położono na pięknie wypolerowanym marmurze.
9. Jej talia była jak szyjka amfory, którą zakochany w ważkach garncarz wycyzelował do granic możliwości.
10. To właśnie o tej młódce śpiewał poeta przygrywając sobie na lutni: Wdzięczna jak czapla jest Lea,
Gruby tyłeczek, cienka szyja
Alleluja!
11. Ale Jakub kochał Rachelę i powiedział Labanowi: "Ja chcę Rachelę!"
12. Na co Laban: "Fiu, fiu! Aleś pewny siebie! Miesięczna zapłata parobka za tak piękną dziewczynę, która potrafi przyjmować cielęta, kastrować byki, dźwigać na swych barkach zmęczonego męża, która nigdy nie choruje i jest tania w ubieraniu. Coś nam się rachunek nie zgadza".
13. Jakub: "Rzeknij swoją cenę".
14. Laban: "Siedem lat pracy. To albo nic.
15. Jakub: "Drogo".
16. Laban: "I tak tracę. Żebyś ją widział, jak się umyje!..."
17. Jakub: "Ręka!"
* * *
1. Jakub służył u Labana siedem lat i kiedy wypełnił się czas rzekł do niego: "Spłaciłem cię. Daj mi teraz mą żonę".
2. Laban odparł: "Zgoda". I urządził wielki festyn. Kiedy nadszedł wieczór, Jakub poszedł położyć się z żoną. Noc była bardzo czarna.
3. Jakub wziął sobie, co było do wzięcia, i zainaugurował, co było do zainaugurowania. Dzielnie pracował, ponieważ powstrzymywał się od siedmiu lat.
4. Ale rano spostrzegł, że to nie Rachela leżała w jego ramionach, lecz Lea, jej siostra. Pobiegł do Labana i zaczął mu w gorzkich słowach wyrzucać oszustwo.
5. Laban odparł: "Nie ma u nas zwyczaju wydawania za mąż córki młodszej przed starszą.
6. A poza tym, wcale cię nie oszukałem, ponieważ dostałeś Leę za cenę siostry, a przecież stanowi obfitszy kąsek."
7. Jakub przyznał w duchu, że wcale nie zrobił złego interesu. Dla samego śnieżnobiałego zadka warto było pracować siedem lat.
8. Ale Jakub kochał Rachelę i rzekł: "Chcę mieć Rachelę". Na co Laban: "Znasz cenę. Siedem lat."
9. I przez następne siedem lat Jakub pilnował stad Labana.
10. Kiedy nadszedł czas Jakub położył się z Rachelą. Ale tym razem zabrał ze sobą lampę.
11. A było tak: Rachela czekała na niego, leżąc w łóżku małżeńskim wstydliwie
odwrócona plecami, tak że w stronę Jakuba wystawiała tyłeczek.
12. Jakub znał bardzo dobrze tyłeczek Racheli. Oglądał go przecież codziennie od
czternastu lat. I marzył o nim równie długo. Czasem nawet dotykał go, kiedy Laban patrzył w inną stronę
13. I stwierdził, że tyłek leżący w jego łóżku nie jest tyłeczkiem Racheli. Jej tyłeczek był jak dwa mocno przytulone do siebie arbuzy, a tyłek, który miał przed oczyma, podobny był do starej zardzewiałej bryczki.
14. Jakub z całej siły kopnął w ten przeklęty tyłek, tyłek zajęczał, odwrócił się i okazało się, że jest to rozpadająca się w swej zgrzybiałości starucha...
15. Ciotka Labana, licząca sto trzydzieści pięć lat i ciągle będąca dziewicą, ponieważ nigdy nie znalazła nikogo, kto by się chciał z nią ożenić.
16. Jakub wystawił za drzwi starą ohydę i pobiegł do Labana, wołając: "Stary filucie, szelmo, co masz tym razem do powiedzenia?"
17. A Laban odparł: "Przyznaję - nie udało się. Ale warto było spróbować".
18. Jakub wziął Rachelę i kochał ją bardziej niż Leę. I delektował się nią do granic rozkoszy.
(1) Święta oliwa to oliwa, nad którą zostały wypowiedziane święte słowa
błogosławieństwa. Rytuał wymaga oliwy pochodzącej z pierwszego tłoczenia pierwszego zbioru oliwek z siedmioletniego drzewa oliwnego. Mają być zebrane o brzasku siódmego dnia miesiąca Tamuz przez nietkniętą dziewicę za pomocą trzymanego w lewej ręce
złotego sierpu. Kiedy oliwa jest tak zjełczała, że nie nadaje się nawet do sałaty, należy ją
poświęcić. | | | | Maniek (82 postów dotychczas) | | ROZDZIAŁ 11
STRESZCZENIE POPRZEDNICH ROZDZIAŁÓW:
Przeczytaj co dziesiątą linijkę ze wszystkich poprzednich rozdziałów.
1. Przesłużywszy dwa razy po siedem lat u wuja Labana, Jakub dostał w końcu
sprawiedliwą zapłatę. Tą zapłatą była Rachela, którą kochał i z którą sypiał, a jego zadowolenie było wprost nieopisane.
2. Fajerwerki rozkoszy przesłoniły mu upływ czasu i rzeczywistość. Przesłużył więc jeszcze siedem lat nawet się nie spostrzegłszy.
3. Kochał Rachelę bardziej niż Leę, którą poślubił jako pierwszą·. Stwórca widział to i martwił się.
4. Sprawił, że Lea była płodna, a Rachela wciąż bezpłodna.
5. Z początku Lea urodziła syna, którego nazwała Ruben, co znaczy: "Lepiej by było,
gdybyś myślał o tym, co robisz", ponieważ tego wieczoru Jakub przez roztargnienie
nazwał ją Rachelą.
6. Potem znów urodziła syna i nazwała go Symeon, co znaczy: "Musiałeś być
rzeczywiście zalany w pestkę, żeby się ze mną przespać", ponieważ tego wieczoru
Jakubowi zajeżdżało z ust winem.
7. I urodziła jeszcze syna i nazwała go Lewi, co znaczy: "Nie udawaj, że śpisz, i tak ci się nie uda", ponieważ tego wieczoru Lea zgwałciła Jakuba.
8. I znów urodziła syna, i nazwała go Juda, co znaczy: "Ajajaj!..." ponieważ tego wieczoru walnęła się w głowę, szukając Jakuba pod łóżkiem.
9. W końcu wiek wysuszył fontannę jej płodności i zamknął na klucz szuflady jej
jajników. Lea przestała rodzić dzieci i poświęciła się Bogu.
10. Przez cały ten czas Rachela nie miała dzieci, pomimo iż Jakub przykładał się do
dzieła, aż do wycieńczenia orząc tę bezpłodną ziemię.
11. I Rachela zapytała Jakuba: "Do czegóż to podobne?"
12. A Jakub odparł: "I co ja mogę? Czy to moja wina? Ty wyschły brzuchu wypełniony
kamieniami, ty studnio bez dna, ty otchłani zaprzepaszczonych nadziei! Dlaczego nie pomnażasz w głębinach wnętrzności kapitału, który ci powierzam, tylko mi wypominasz nie wiadomo co?"
13. Rachela: "Oto moja służąca, Bilha. Ona położy się na mnie, a ty z nią będziesz robił co trzeba, cały czas patrząc mi w oczy. Złożysz w jej brzuchu nasienie - jej brzuch będzie moim brzuchem, ponieważ ona należy do mnie. Również żeby urodzić, położy się na
mnie, otworzy uda nad mymi udami i dziecko będzie moje".
14. Jakub rzekł: "Niech się tak stanie!" Ponieważ Bilha miała rude włosy, a Jakub jeszcze nie miał przyjemności z rudą i myślał, że musi to być wcale interesujące.
15. I tak się stało. Ale nie bez kłopotów, bo Bilha była ruchliwa, strasznie sig kręciła i Rachela nie mogła utrzymać rytmu jako bardziej marzycielska i sentymentalna z natury, a nawet można by rzec leniwa.
16. Spadła w końcu z łóżka i nikt tego nie spostrzegł. Nikt też nie słyszał jej głośnego krzyku, ponieważ tamtych dwoje krzyczało jeszcze głośniej.
17. I Bilha poczęła, i urodziła syna Jakubowi.
18. Rachela wzięła dziecko i nazwała je Dan, co znaczy: "Na wszystko można sobie
pozwolić, gdy człowieka na to stać".
19. I poszła dumna pokazywać nowo narodzonego syna, ale inne kobiety szydziły za jej plecami i między sobą nazywały dziecko "Jasieczek", ponieważ wiedziały, że Rachela przez te wszystkie miesiące wypychała spódnicę jaśkiem.
20. A Bilha, służąca Racheli, znów poczęła i urodziła Jakubowi syna.
21. Rachela nazwała go Neftali, co znaczy: "Z pewnymi zastrzeżeniami", bowiem nie przypominała sobie, by kładła po raz drugi służącą między siebie a Jakuba.
22. Lea, widząc to wszystko, wzięła swą służącą Zilpę i zrobiła z Jakubem i Zilpą
dokładnie to samo, co Rachela z Jakubem i Bilhą. Zilpa poczęła dla niej i urodziła syna.
23. Tego syna Lea nazwała Gad, co znaczy: "No, proszę, czy widziałeś kiedykolwiek coś podobnego?"
24. A potem Lea przy pomocy Zilpy urodziła Jakubowi jeszcze jednego syna.
25. Nazwała go Aser, czyli: " Teraz już możesz iść się ubrać".
26. Pewnego razu mały Ruben, syn Lei, przyniósł jej kwiaty. Rachela ujrzała kwiaty i poprosiła: "Daj mi, proszę, te piękne kwiaty!"
27. Lea odparła: "Dam ci, jeśli pożyczysz mi na tę noc naszego męża". Rachela zgodziła się i Jakub znalazł Leę w swoim łóżku, i splunął:" Tfu!..." Ale ona mu wyjaśniła, dlaczego tu jest, więc tylko mruknął: "Ach, tak?..."
28. I ku ogólnemu zdziwieniu Lea poczęła i urodziła piątego syna, którego nazwała
Issachar, czyli: "Jak zwyciężyłam przekwitanie".
29. A potem Lea urodziła jeszcze jednego syna nazwanego Zabulon, inaczej Abulon.
30. Rachel żółkła na twarzy ze złości, nos jej się wydłużał i jęczała: "Cóż ja ci takiego uczyniłam, Panie, cóż takiego
31. Bóg słyszał ją i myślał: "W rzeczy samej, cóż mi ona takiego uczyniła?"
32. Ponieważ sobie nie przypominał, westchnął: "A niech jej będzie!..." i spełnił życzenie Racheli, i ta stała się płodna.
33. I urodziła syna, i nazwała go Józef, co znaczy: Józef.
* * *
1. Jakub poszedł do Labana i opowiedział mu: "No, teraz już wracam do siebie".
2. Na co Laban: "Proszę, proszę!... Pomyślnych wiatrów, mój mały. Jakbyś przechodził w pobliżu, wpadnij nas pozdrowić".
3. Jakub: "A moja zapłata?"
4. Laban: "Że co?"
5. Jakub: "Siedem lat pracowałem, żeby mieć Leę, siedem lat, żeby mieć Rachelę. Ale za te ostatnie siedem lat czym mi zapłacisz?"
6. Laban: "No, proszę, to już siedem lat? Zabawne, nie spostrzegłem, jak ten czas leci!... No dobrze, jeśli twierdzisz, że było dodatkowych siedem lat, to chyba masz rację. Jednak między nami mówiąc, nie lubię pracowników, którzy wciąż spoglądają na zegarek".
7. Jakub: "Coś mi dłużny, toś mi dłużny. Oto czego chcę: znajdą się z pewnością wśród twych stad dwa lub trzy łaciate jagnięta. Dasz mi je i będziemy kwita."
8. Laban pomyślał szybko: "łaciate jagnięta? Nigdy w życiu takich nie widziałem". I powiedział: "Zgoda, mój mały, jeśli tego sobie życzysz. Wszystkie łaciate jagnięta, jakie znajdziesz, będą należeć do ciebie i kwita. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu."
9. Jakub u siebie w kraju nauczył się, jak za pomocą magii zamienić białe jagnięta w łaciate. Oto co zrobił:
10. Wziął gałązkę leszczyny, starannie obrał z kory i wsadził do wody, którą piły owce. Laban patrzył i śmiał się pod wąsem.
11. I oto, co się stało, Pierwsza owca podeszła pić i Jakub zwrócił się do Labana: "Patrz dobrze na gałązkę!" Laban wytężał wzrok.
12. Jakub szybkim ruchem przejechał po grzbiecie owcy nasączoną czymś ciemnym
gąbką, którą trzymał za plecami, i rzekł do Labana: "Spójrz na owcę!" Ten spojrzał i zobaczył, że owca jest łaciata.
13. Jakub: "Ta owca należy do mnie, według umowy". Laban potwierdził: "Zgoda" i nieco zzieleniał ze złości myśląc: "No proszę, okazało się, że istnieją łaciate owce, i on akurat musiał na nią trafić! Cóż to tylko jedna owca".
14. Druga owca przyszła pić i spojrzała na gałązkę i hop! Stała się łaciata. I trzecia, i wiele innych, i po kolei hop! siup! wszystkie stawały sig łaciate dzięki czarodziejskiej różdżce.
15. Nos Labana wydłużał sig coraz bardziej, ślina w ustach nabrała posmaku ropuszego gówna, spoglądał na gałązkę i nie rozumiał, dlaczego ta różdżka jest czarodziejska i dlaczego on sam nie staje się łaciaty. Różdżka jednak była czarodziejska wyłącznie w stosunku do owiec.
16. Kiedy wszystkie owce Labana stały się łaciate dzięki czarom Jakuba, wtedy ten
odezwał się: "Biorę łaciate, pozostałe są twoje. Taka była nasza umowa. Jesteśmy kwita. Żegnaj!"
17. "Żegnaj!" - odparł Laban. Jakub opuścił go, zabierając żony, dzieci i owce. A tych owiec było bardzo wiele.
18. Laban stojąc przy drodze machał mu chusteczką, ale brwi miał mocno ściągnięte, a oczy zapadłe w głąb czaszki i nic nie widzące.
19. Potem zamknął się w domu i zaczął się zastanawiać i myśleć tak, że uszy zaczęły
świecić jak żarówki. Sąsiedzi, słysząc te jego wysiłki, sądzili, że cierpi na gigantyczne zatwardzenie.
20. Po trzech dniach skoczył na nogi wołając: "Zrozumiałem!" I dodał: "Ale z niego fiut!" I dorzucił: "Zmusił mnie do długiego główkowania; już od trzech dni myślę, a on przez ten czas ucieka z moim stadem!"
21. Natychmiast zwołał braci i zaczął ścigać Jakuba. Dopadł go na wyżynie Gilead.
22. Targał nim wielki gniew z powodu owiec, ale także z powodu posążków, które
Rachela zabrała odchodząc...
23. Rachela nie chciała oddać posążków, ponieważ były fałszywymi bogami,
24. Ale także troszkę dlatego, że były ze szczerego złota.
25. Laban zaczął więc wszędzie grzebać, by znaleźć swe posążki, ale Rachel umieściła je pod siodłem wielbłąda i sama na nich usiadła. Kiedy ojciec chciał zajrzeć pod nią, powiedziała mu czerwieniąc się ze wstydu: "Nie bierz mi tego za złe,
panie mój, że nie mogę wstać, gdyż mam kobiecą przypadłość".
26. Ponieważ w owych czasach podpasek higienicznych jeszcze nie wymyślono, kobiety w dniach nieczystych wkładały sobie między nogi wielbłąda.
27. Laban długo szukał i niczego nie znalazł.
28. Wtedy Jakub zażądał: "No, a przeprosiny?"
29. A Laban na to: "Coooo?..."
30. Jakub powtórzył: "Powtarzam, winien mi jesteś przeprosiny".
31. I dodał: "Potraktować mnie jak złodzieja, mnie, którym wiernie ci służył trzy razy siedem lat! No nie!"
32. Jednocześnie plecami wpychał wystającą spod tyłka Racheli piętą posążka.
33. Gdyż Rachela miała wielkie oczy, lecz mały tyłek.
34. Na co Laban: "Gówno, nie przeprosiny!" I potwierdził to znanym gestem, który Jakub dobrze rozumiał.
35. Jakub: "Spuszczę ci lanie!"
36. Laban: "Ty wstrętny gówniarzu!" I parsknął, i wszyscy jego bracia zaczęli parskać, i przyjaciele, i wszyscy ich słudzy.
37. I Laban dorzucił: "Jesteśmy silniejsi od ciebie".
38. Ale Jakub dzielnie odparł: "Tak, ale ja mam za sobą Stwórcę".
39. Laban: "Moje bożki są silniejsze od twego Stwórcy.
39 bis. A w dodatku nikt nigdy go nie widział. Co to takiego powiew wiatru? Ja wierzę w to, co widzę. Nie mam zaufania do nowoczesnych bogów. Moi bogowie są ze złota, złoto to pewna lokata kapitału".
40. Jakub: "Twoi bogowie są ze złota, aleś ich zgubił. A może kot bawiąc się zapędził ich gdzieś pod meble? Rezultat jest ten sam - nie masz bogów".
41. I dorzucił: "Mój Bóg jest, jak mówisz, powiewem wiatru, ale nie ma obawy, bym go zgubił. Zostałeś sam, by walczyć ze mną i moim Bogiem.
42. Pokazuję ci jezyk, pluję na ciebie, sikam ci na nogi, uważam cie za rogacza i pedała, twierdzę, że twoja matka była dziwką zadającą sig z parszywym psem, i matka twojej matki, a także matka matki matki... O nie, ta nie! to była moja prababka!"
43. Laban pomyślał, że straciwszy bogów nie należy wdawać się w walkę, i poczuł się z góry pobity.
44. Ci współcześni bogowie, którzy są jedyni, nieśmiertelni, wszechobecni itd... są dużo bardziej praktyczni. Trzeba iść z duchem czasu! W dodatku nie ciążą w plecaku i nie
można ich ukraść.
45. Postanowił przy okazji poprosić Jakuba, by pożyczył mu swego Boga na próbę
46. Rzekł w końcu: "Jesteś krwią mej krwi. Nie pozwolę, by pokrzywa niezgody wzrosła między nami. Wznieśmy raczej mały pomnik i przekąśmy coś jak dobrzy przyjaciele".
47. I tak zrobili. I następnego ranka Laban powrócił do siebie. |
Tematy łącznie: 6 Posty łącznie: 82 Użytkownicy łącznie: 8 Obecnie online jest (zarejestrowanych użytkowników): Nikt  |
|
 |
|
|
|
|
|
Dziękuję Wszystkim za przybycie na moją stronę.
Mam nadzieję, że chociaż część z odwiedzających zaciekawił ten temat i będą powracać co jakiś czas.
Ta strona powstała z myślą o Was i też dzięki
Wam będzie trwała... Ja ze swojej strony postaram
się aby nie zbrakło na Niej tematów - Pozdrawiam, Mariusz :) |
|
|
Z góry chciałbym także przeprosić za reklamy edytowane na górze strony. Nie są one przeze mnie w żaden sposób kontrolowane i nie odpowiadam za ich treść. Mariusz |
|
|
|
|
|
|
 |
|
| |
|
|